Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.

WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)

Wpłaty Krajowe- Nr. Konta:

39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta:

PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Kod SWIFT: POLUPLPR

Tytułem: Darowizna na cele statutowe


Godzina zero dla świata: w tym momencie światowe mocarstwa przekroczyły już „linię bez powrotu”.

1
Historia ostatnich dekad uczy, że interwencje na Bliskim Wschodzie rzadko kończą się stabilizacją, a częściej – chaosem. Polska nie jest stroną w sporze o hegemonię w regionie ani w religijnych waśniach, które trwają tam od wieków. Wchodzenie w rolę sojusznika jednej ze stron czyni z nas automatycznie cel – zarówno polityczny, jak i terrorystyczny. Nie ma powodu, by polscy żołnierze ginęli za geopolityczne układanki mocarstw, które same nie potrafią wypracować trwałego pokoju.

Departament Wojny Trumpa został stworzony, by prowadzić wojnę, a to co obecnie dzieje się na Bliskim Wschodzie sprawia, że zaiste mają oni pełne ręce roboty, gdyż rzeź i chaos narastają z godziny na godzinę – nawet opcja atomowa jest coraz bardziej brana pod uwagę – tak przynajmniej wskazują niektóre przecieki. Natomiast Donald Trump doskonale wiedział, co robi, zmieniając nazwę Departamentu Obrony na Departament Wojny, mianując przy tym niejakiego Pete’a Hegsetha swoim Sekretarzem Wojny.

Trump 2.0 nie przypomina Trumpa 1.0, który był człowiekiem, mimo wszystko unikającym wojny, teraz to się zmieniło – „akta Epsteina” zrobiły swoje, przeważyły szalę, chociaż oczywiście Trump i bez tego był „wybitnym syjonistom”. Szanowni Państwo Trump i jego ludzie to nie są ludzie szukający pokojowego rozwiązania, tylko wojny i teraz ją wykreowali, stworzyli, zapoczątkowali. W mojej jednak opinii popełnili oni ogromny błąd i nadchodzący czas to pokarze.

Już teraz widzimy, że Iran nie przechodzi „zmiany reżimu”, jak się spodziewano (na to liczy przede wszystkim Izrael), lecz Iran efektywnie broni się i wystrzeliwuje setki rakiet na bazy wojskowe USA, znajdujące się w wielu krajach regionu. Amerykańscy żołnierze już zaczęli ponosić straty, dlatego prezydent Trump niedawno zapowiedział w mediach społecznościowych, że będzie jeszcze więcej amerykańskich żołnierzy, którzy będą musieli zapłacić najwyższą cenę.

Przewodniczący Połączonych Sztabów Generalnych Gen. Dan Caine ostrzegał prezydenta Trumpa i najwyższych urzędników, że kampania wojskowa przeciwko Iranowi może wiązać się ze znacznym ryzykiem, zwłaszcza możliwością uwikłania się w długotrwały konflikt, ale Trump zbył tę radę i powiedział, że to będzie łatwe zwycięstwo. Teraz, zaledwie kilka dni po rozpoczęciu konfliktu, wygląda na to, że Trump powinien był posłuchać rady swojego generała.

Iran stawia znacznie większy opór, niż sugerował sekretarz wojny Pete Hegseth. W rzeczywistości rząd Stanów Zjednoczonych zamknął we wtorek ambasady w Arabii Saudyjskiej i Kuwejcie oraz nakazał ewakuację personelowi nieistotnemu w kilku innych krajach, podczas gdy Iran rozszerzył swoje odwetowe ataki na cele USA w regionie Zatoki. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że do realizacji misji potrzebne będą wojska lądowe, czego moim zdaniem amerykańska opinia publiczna nie chce widzieć, nie chce nawet o tym słyszeć.

Wyzwaniem dla sił amerykańskich jest radzenie sobie z irańskimi atakami na ogromnym obszarze Bliskiego Wschodu, jednocześnie próbując skoordynować obronę powietrzną z lokalnymi sojusznikami. Oprócz obrony dziesiątek tysięcy amerykańskich żołnierzy stacjonujących w regionie, USA muszą także bronić dziesiątek swoich ambasad i innych obiektów rządowych. Na przykład we wczesnych godzinach wtorkowych ambasada USA w Rijadzie została trafiona przez drony, doznając poważnych uszkodzeń – podobnych sytuacji jest znacznie więcej.

Kochani, Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy, gdy nad Bliskim Wschodem gęstnieją chmury, a nagłówki gazet coraz częściej mówią o III wojnie światowej, w polskiej debacie publicznej musi wybrzmieć jedno zasadnicze pytanie: jaki jest w tym nasz interes? Odpowiedź jest krótka: żaden! Polska nie tylko nie powinna, ale wręcz nie może pozwolić sobie na militarne zaangażowanie w tym regionie.

Nasze zasoby obronne nie są nieograniczone, dlatego w obliczu realnego zagrożenia za naszą własną granicą, każdy żołnierz, każdy czołg i każda złotówka wydana na misje ekspedycyjne na pustyni to osłabienie „Flanki Wschodniej”. Polska musi być twierdzą tutaj, nad Wisłą, a nie żandarmem na Bliskim Wschodzie. Angażowanie się w dalekowschodnie konflikty to „luksus”, na który nas nie stać, gdy prawdziwe niebezpieczeństwo czai się tuż obok.

Historia ostatnich dekad uczy, że interwencje na Bliskim Wschodzie rzadko kończą się stabilizacją, a częściej – chaosem. Polska nie jest stroną w sporze o hegemonię w regionie ani w religijnych waśniach, które trwają tam od wieków. Wchodzenie w rolę sojusznika jednej ze stron czyni z nas automatycznie cel – zarówno polityczny, jak i terrorystyczny. Nie ma powodu, by polscy żołnierze ginęli za geopolityczne układanki mocarstw, które same nie potrafią wypracować trwałego pokoju.

Sojusze są kluczowe, ale nie mogą być ślepym podążaniem w przepaść. Nasze zobowiązania w ramach NATO dotyczą przede wszystkim obrony kolektywnej terytoriów członkowskich. Udział w ofensywnych działaniach na Bliskim Wschodzie wykracza poza ten mandat. Polska może wspierać sojuszników dyplomatycznie, ALE w granicach rozsądku, i kategorycznie odmawiać wysyłania kontyngentów bojowych.

Jeśli ten konflikt przerodzi się w III wojnę światową (a przerodzi się), Polska musi zachować status kraju, który nie dolewa oliwy do ognia. Militarna powściągliwość daje nam większe pole manewru na arenie międzynarodowej i pozwala skupić się na bezpieczeństwie własnych obywateli. Bliski Wschód to od dekad „beczka prochu”. Polska nie powinna do niej podchodzić z zapaloną zapałką w ręku, nawet jeśli proszą o to najwięksi gracze tego świata. Naszym obowiązkiem jest ochrona polskich granic i budowanie silnej armii na miejscu. Niech naszą strategią będzie roztropność, a nie brawura w cudzym interesie.


Autor. Zespół Eschatologia.pl

Fot. Youtube.com

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

1 Komentarz do “Godzina zero dla świata: w tym momencie światowe mocarstwa przekroczyły już „linię bez powrotu”.

  1. 3.światowa wybuchnie od prowokacji Rosji przez Niemców(Ksiega Prawdy)… Obecna wojna w Iranie, to jedna z wielu prowadząca do wojny globalnej… Proszę patrzcie na rolę bin Salmana – władca Arabii Saudyjskiej to pewny kandydat na osobowego antychrysta…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *