Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.
WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)
Wpłaty Krajowe- Nr. Konta: 39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta: PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Kod SWIFT: POLUPLPR Tytułem: Darowizna na cele statutowe Minęły 34 lata od wydania książki Francisa Fukuyamy zatytułowanej „Koniec historii”. Może wydać się ryzykownym stwierdzenie, że była to pozycja pisana na zamówienie liberalnej demokracji, która zamiast radosnego jej rozpowszechnienia przeżywa schyłek jako szczególnie zakłamana. Zamiast spodziewanego wolnego rynku, końca monarchii, faszyzmu i komunizmu obserwujemy chaotyczną mieszankę prób zarządzania gospodarczym i politycznym tornado. Wzorcem nadchodzącej liberalnej demokracji miały na zawsze pozostać hegemoniczne Stany Zjednoczone, które w pakiecie dla Nowego Świata wnosiły hasło „zwycięstwa nad komunizmem” i jakoby główną zasługę – wygraną przez nie II wojnę światową. W maju 1945 roku sondaż wśród Francuzów (najdalej geograficznie usytuowanych ze swoim państwem od ZSRR) wskazywał, że blisko 60% społeczeństwa doświadczonego wojną i wyzwoleniem przypisywało pokonanie nawały niemieckiej okupacji Rosjanom. Lata przenikania nowej europejskości gruntowanej polityką Henry’ego Kissingera sprawiły, że jedynie 15% nowego pokolenia Francuzów uważa dziś, że nazistowskie Niemcy zapędzone zostały na powrót w swoje granice dzięki Amerykanom. Aktualnie 56% przypisuje koniec wojny i wyzwolenie spod okupacji Amerykanom. Wbrew faktom obowiązująca postawa Ameryki, nieustannie zwalczającej komunizm, przeszczepiona na podatny grunt Europy, do dnia dzisiejszego w życiorysach kandydatów na polityków przyjmuje za konieczną obecność wątków historycznych mających potwierdzać rodzinne dzieje ojców, dziadów i innych antenatów jako nieustannych bojowników z widmem komunizmu. Przyjęty przez Europę amerykański Plan Marshalla służył zagwarantowaniu zbytu na towary amerykańskie i stopniowemu umacnianiu ich obecności, w tym militarnej. Okres zimnowojenny był ustawiczną pracą medialną agentury amerykańskiej nad dążeniem do zapanowania demokracji liberalnej, przesuwającej granice coraz bardziej ku wschodowi. Mimo że zdjęcia z finału II wojny ukazują, jak trzej główni przywódcy (USA, Wielkiej Brytanii i Rosji) porozumieli się we wspólnym froncie antyniemieckim, wieloletnia propaganda niezwyciężonego Zachodu z demokratyczną zapalczywością odcina z dokumentów i historycznych zdjęć zasłużony wkład Rosjan. Potwierdzeniem historycznej wolty mentalnej jest obchodzony w Polsce D-Day, czyli dzień lądowania aliantów w Normandii, jakby nastąpił w Polsce. Owszem, nadejście ukrytej inwazji nastąpiło przez symbolizm Gdańska i zawieruchy po roku 1980. Wcześniej w karykaturach występowali dwaj wujowie: Uncle Sam (US) i Uncle Joe (Józef Stalin), uosabiający rządy ówczesnych mocarstw – Stanów Zjednoczonych i ZSRR. Do zakończenia wojny i rozpoczęcia walki o wpływ ideologiczno-ekonomiczny Józef Stalin był niezbędny, ale już wtedy i krótko potem niepotrzebną okazała się Francja, a Rosji przypisana została z upływem czasu rola konkurenta do wycięcia. Jak puchnąca propagandą rola USA potrafiła przesadzać, dowodzi fakt, że nigdy nie doświadczając walki na tak zwanym froncie wschodnim w latach 1940–1945, rekompensują to sobie wojną zastępczą prowadzoną na Ukrainie, zasilanej amerykańskim sprzętem. Sami Ukraińcy, najwyraźniej przejęci własną zamerykanizowaną rolą, upierają się, że od dawna walczą z komunizmem – w zaślepieniu własnej misji nie dostrzegając dynamicznej transformacji, jaką przeszła geopolityka Rosji, skutecznie rozstając się ze spuścizną ZSRR. To nie Rosjanie odłowili w tajnej operacji „Paperclip” („Spinacz”) 1500 zasłużonych dla Hitlera niemieckich fachowców: inżynierów, naukowców i lekarzy, ale Amerykanie-wyzwalający Europę, a zorganizowali ją w latach 1945–1960. Wystarczyło przypiąć wybranym do życiorysów nowe dane, by wymazać historyczne zasługi dla losów II wojny światowej. Nie trzeba lepszego niż ten dowodu na pokusę fałszowania historii i wykreowanie własnych zasług. Jak może nie upadać rodzimy przemysł Europy, skoro połowa zasobów zarządzania gospodarką znalazła się w rękach Amerykanów? Na podstawie danych Amerykańskiej Izby Handlowej (obecnej w Polsce) można uzyskać informacje natury kluczowej, a potwierdzającej abdykację rządów w Polsce z lojalności wobec obywateli i państwa. Prawie połowa aktywów w Europie jest zarządzana przez amerykańskie domy inwestycyjne, a także przez ogromne amerykańskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w produkcję przemysłową, technologie i zakłady produkcyjne. Firmy amerykańskie kontrolują znaczną część transgranicznych portfeli finansowych i regionalnych operacji przemysłowych. Zarządzanie aktywami oznacza, że firmy ze Stanów Zjednoczonych zarządzają około 47% wszystkich europejskich aktywów, co wynika z organicznej ekspansji i przejęć dużych brytyjskich i kontynentalnych instytucji finansowych. Dominują duzi gracze, tacy jak BlackRock, posiadający ogromne udziały w rynku systemowym na europejskich giełdach i portfelach długu państwowego. Centra regionalne Europy Środkowej i Wschodniej — to zwłaszcza Polska, która skupia prawie 30% regionalnych aktywów USA; jest w dużym stopniu uzależniona od kapitału amerykańskiego, przy czym 57% z nich jest bezpośrednio powiązanych z sektorem produkcyjnym. Kontrola sektorów: zakłady będące własnością Amerykanów dominują w lokalnych podsektorach, takich jak produkcja żywności, produkcja podzespołów elektrycznych i przemysł ciężki. Zarządzanie aktywami finansowymi i funduszami instytucjonalnymi obejmuje: zakłady przemysłowe i produkcyjne, infrastrukturę obronną i technologiczną. Jeśli te informacje nie wystarczą, by zorientować się, jaka jest odpowiedź na pytanie: kto nas truje, dlaczego nie liczymy się jako rdzenni mieszkańcy ziemi między Odrą, Nysą i Bugiem, to dodam drobne doświadczenie. W sprawie wprowadzenia zmiany dysponowania kontem w banku próbowałam dowiedzieć się szczegółów telefonicznie. Wyświetlił się komunikat, że połączyłam się z Raiffeisen Bankiem, chociaż mnie interesowała instytucja od lat nosząca nazwę „Pekao S.A.”. Jakaś miernota napisała artykuł o tej instytucji: „Polska ma pakiet kontrolny w tymże banku”. Pofatygowałam się do właśnie odnowionego oddziału, by uzyskać informację od pracownika, czy zmieniło się cokolwiek w stosunkach właścicielskich i udziałach. Usłyszałam zaprzeczenie, a na wszystkich widocznych miejscach, na ścianach kłują klienta wielkie litery „Pekao S.A.”, czyli spółka akcyjna. Pytam więc AI i mam jak grom z jasnego nieba: „Polska nie posiada żadnych udziałów kapitałowych w grupie Raiffeisen Bank International (RBI) ani w jej spółkach. Instytucja ta opiera się na kapitale austriackim, a jej dawny oddział w naszym kraju został sprzedany i włączony do struktury BNP Paribas Bank Polska w 2018 roku”. Rządził wtedy walczący z komuną – Mateusz Morawiecki. Tajemnicą bankową jest, za ile wykonał to zlecenie. O charakterze obecnej działalności pozornego banku polskiego można przeczytać: „Brak polskiego kapitału. Instytucja należy do austriackiej grupy finansowej i nie ma w niej udziałów państwowych ani prywatnych z Polski”. Status w Polsce opisany jest: „Główna działalność dawnego Raiffeisen Bank Polska została przejęta przez Bank BGŻ BNP Paribas pod koniec października 2018 roku. Działalność transgraniczna polega obecnie na polskim rynku na oferowaniu usług cyfrowych, które proponuje Raiffeisen Digital Bank, działający bezpośrednio z Austrii na zasadach unijnych, a nie jako niezależny polski podmiot”. Przed jakim sądem zaskarżę przejęcie oszczędności, kiedy któregoś dnia zastanę zamknięte drzwi, bo transakcje będą dostępne wyłącznie online? Jak zbłąkane bydło oddalili nas, pozostawiając nic nieznaczące napisy. Czy ktokolwiek wie, jak naprawić tak liberalną demokrację, która wydaje się zmaterializowaną fabułą filmu „Znikający punkt”? Autor. Jola Fot. Pixabay.com / _Alicja_ Źródło: WolneMedia.net
Wielkie wymazywanie Polski w Polsce: jak zniknęliśmy we własnym kraju pod dyktando obcej propagandy.

https://piwar.info/anatomia-prowokacji-czy-nadciaga-nowa-wojna/
„……Nikt mi nie zleca pisania artykułów ani tym bardziej nie finansuje, co zresztą widać po ich treści – nie są na rękę żadnemu środowisku politycznemu. Mieszkam z dala od polsko-ukraińskiego kotła, żyję w bezpiecznym miejscu i mam spokojne życie, więc teoretycznie mogłabym mieć na to wszystko wywalone.
Po co więc piszę? Po prostu martwię się o moich rodaków, którzy ulegają prowokacji i dają się wciągać w cudzą grę, w której są jedynie pionkami przeznaczonymi do odstrzału. Miejcie się na baczności, bo kiedy wpływowi polskojęzyczni politycy i dziennikarze głównego ścieku nagle zaczynają zmieniać narrację ws. Ukrainy, którą chwilę wcześniej wspierali, to znaczy, że coś się szykuje.
Agnieszka Piwar
PS Znajomy Zbyszek często mi powtarza, że dobrze mu się czyta moje artykuły, ale jego zdaniem brakuje w nich recepty co robić. W tym przypadku – nie ulegać prowokacjom i dążyć do odseparowania Ukraińców od Polaków. Nasze narody powinny egzystować oddzielnie.”