Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.
WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)
Wpłaty Krajowe- Nr. Konta: 39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta: PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Kod SWIFT: POLUPLPR Tytułem: Darowizna na cele statutowe Edycja genów w ludzkich embrionach nieustannie budzi gigantyczne kontrowersje. Dyskusja ta przybrała na sile zwłaszcza osiem lat temu, gdy chiński naukowiec He Jiankui zaszokował opinię publiczną, wykorzystując popularną metodę CRISPR do zmodyfikowania zarodków, z których następnie urodziły się pierwsze na świecie genetycznie zmodyfikowane bliźnięta. Zwolennicy tej technologii stoją na stanowisku, że może ona zrewolucjonizować medycynę i umożliwić leczenie nieuleczalnych dotąd chorób. Krytycy z kolei jednoznacznie przyrównują te praktyki do współczesnej eugeniki, ostrzegając przed stworzeniem niebezpiecznego precedensu, w którym rodzice mogliby projektować dzieci i wybierać dla nich pożądane cechy. Nic dziwnego, że najnowsza próba modyfikacji ludzkich zygot – czyli zarodków w ich najwcześniejszym, jednokomórkowym stadium rozwoju – ponownie wywołała burzę w świecie nauki. Jak wynika z opublikowanej, choć nierecenzowanej jeszcze pracy, zespół badawczy pod kierownictwem genetyka z Uniwersytetu Columbia, Dietera Egli, wykorzystał zaawansowaną technikę edycji zasad azotowych. W przeciwieństwie do klasycznej metody CRISPR, która polega na wycinaniu całych fragmentów kodu, nowa metoda pozwala na precyzyjną modyfikację zaledwie jednej nici DNA w konkretnych miejscach genomu. Sami autorzy eksperymentu otwarcie przyznają w swojej publikacji, że ich celem nie było opracowanie nowej terapii medycznej. Chcieli przede wszystkim dowieść, że edycja zasad jest bezpieczną i realną metodą modyfikacji sekwencji DNA w embrionach, pozbawioną ryzyka poważnych uszkodzeń genetycznych, do jakich dochodziło przy wcześniejszych próbach z użyciem technologii CRISPR. Mimo że zmodyfikowane zarodki nie zostały zaimplementowane i nie doprowadzono do rozwoju ciąży, magazyn „Scientific American” zwraca uwagę, że eksperyment ten może stać się fundamentem pod znacznie bardziej kontrowersyjne projekty. Alexis Komor, pionierka badań nad inżynierią genetyczną, która brała udział w opracowywaniu technologii edycji zasad, skomentowała sprawę krótko: „Dżin został wypuszczony z butelki”. Badaczka argumentuje, że z powodu braku restrykcyjnych regulacji prawnych w Stanach Zjednoczonych, zespół prof. Egli złamał dotychczasową niepisaną umowę dżentelmeńską w środowisku naukowym, prowadząc badania, które otwierają kolejne niebezpieczne drzwi. Wprost nazwała te działania otwarciem drogi do genetycznego ulepszania embrionów. Co ciekawe, projekt sfinansowała firma Nucleus Genomics – startup badający zarodki pod kątem wad genetycznych podczas procedur in vitro, wokół którego już wcześniej pojawiały się kontrowersje z powodu śmiałych deklaracji marketingowych. W teorii technika edycji zasad azotowych działa niezwykle delikatnie, wykonując jedynie drobne nacięcia na pojedynczej nici DNA. Pierwsze próby kliniczne na żywych organizmach przyniosły już spektakularne rezultaty – w ubiegłym roku dzięki tej nowoczesnej terapii genowej udało się całkowicie wyleczyć z rzadkiej i śmiertelnej choroby niespełna dziesięciomiesięczne dziecko. W swoim najnowszym eksperymencie profesor Egli wraz z zespołem zmodyfikował dwa obszary w genomie zarodków odpowiedzialne za poziom cholesterolu oraz produkcję hemoglobiny. Naukowcy tłumaczyli w dokumentacji, że wybrali te konkretne miejsca, ponieważ są one doskonale przebadane w kontekście modyfikacji komórek somatycznych u dorosłych, a nie ze względu na chęć stworzenia trwałej terapii dziedzicznej. Wyniki eksperymentu pokazały jednak, że technologia wciąż daleka jest od ideału. Jak donosi dziennik „The New York Times”, u wielu poddanych edycji embrionów rozwinęło się zjawisko tzw. mozaikowatości. Oznacza to, że powstałe komórki różniły się od siebie genetycznie, co w przypadku dalszego rozwoju zarodka i narodzin dziecka mogłoby doprowadzić do nieprzewidzianych i ciężkich schorzeń. Bioetyczka Ana Iltis z Wake Forest University, komentując sprawę dla nowojorskiego dziennika, podkreśliła, że część potencjalnie destrukcyjnych skutków ubocznych takiej mutacji mogłaby ujawnić się dopiero wiele lat po narodzinach. Mimo tych ryzyk naukowcy stojący za eksperymentem nie tracą optymizmu. Zaznaczają, że przed nimi wciąż długa droga, zanim technologia ta będzie mogła bezpiecznie zapobiegać chorobom u ludzi. Nathan Treff, współautor badania i dyrektor medyczny Nucleus Genomics, przyznał w rozmowie z mediami, że choć przed zespołem jeszcze ogrom pracy, to przeprowadzone doświadczenie milowym krokiem przybliża ich do wyznaczonego celu. Środowisko naukowe patrzy jednak na te rewelacje z ogromnym sceptycyzmem i niepokojem. Wybitny genetyk z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, Fyodor Urnov, niezwykle ostro podsumował doniesienia nowojorskiego dziennika. Stwierdził, że autorzy badania w rzeczywistości dostarczają gotową instrukcję obsługi dla ludzi dążących do genetycznego projektowania i ulepszania dzieci, bezczelnie przekraczając przy tym nienaruszalną dotąd barierę etyczną. Opracowanie: Aurelia Na podstawie: Technocracy.News Fot. Pixabay.com / FotoRichter Źródło: WolneMedia.net
Kontrowersyjny eksperyment amerykańskich naukowców otwiera drogę do genetycznego projektowania i ulepszania ludzi.
