Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.
WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)
Wpłaty Krajowe- Nr. Konta: 39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta: PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Kod SWIFT: POLUPLPR Tytułem: Darowizna na cele statutowe Oficjalna wersja historii ugruntowana w podręcznikach nie pozostawia złudzeń: 30 kwietnia 1945 roku Adolf Hitler popełnił samobójstwo w swoim berlińskim bunkrze, chroniąc się przed nadciągającą Armią Czerwoną. Jednak styczeń 2017 roku przyniósł potężne uderzenie w ten dogmat, gdy Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) opublikowała w Internecie blisko trzynaście milionów stron odtajnionych dokumentów w ramach bazy CREST (CIA Records Search Tool). Wśród setek tysięcy akt zawierających raporty o UFO, eksperymentach telemetrycznych z programu Stargate czy zapiskach Henry’ego Kissingera, badacze natrafili na materiały, które zelektryzowały opinię publiczną i na nowo otworzyły dyskusję nad ucieczką wodza Trzeciej Rzeszy. Kluczowym elementem odnalezionych akt okazała się zaskakująca fotografia z 1954 roku, rzekomo wykonana w miejscowości Tunja w Kolumbii. Przedstawia ona dwóch mężczyzn: po lewej stronie siedzi informator o kryptonimie operacyjnym Citroen, natomiast człowiek po prawej, podpisany na odwrocie jako Adolf Schrittelmayor, uderzająco przypomina samego Hitlera. Z odtajnionych notatek wywiadu wynika, że Citroen bezpośrednio kontaktował się z tą tajemniczą postacią i twierdził, że zbrodniarz wojenny nie tylko przeżył upadek Berlina, ale miał się doskonale. Oficjalny magazyn National Interest zauważył, że postać na zdjęciu wyraźnie przypomina nazistowskiego przywódcę, co natychmiast dało nowe paliwo badaczom „alternatywnej” historii. Najbardziej szokujące światło na sprawę rzucają osobiste wyznania agenta Citroena, które zachowały się w strukturach amerykańskiego wywiadu i do dziś wywołują ciarki na plecach historyków. Wyjawił on, że jego odgórnym zadaniem płynącym bezpośrednio z najwyższego szczebla dowództwa CIA było chronienie Adolfa Hitlera za wszelką cenę i sprawienie, by dyktator pozostał duchem aż do naturalnej śmierci. Agent wspominał, że szkolenie w agencji pozbawiło go ludzkich odruchów moralnych, co pozwoliło mu bez trudu żyć u boku potwora. Przez kolejne lata obserwował, jak do rzekomego Hitlera regularnie przyjeżdżali tajemniczy ludzie w ciemnych garniturach, prowadząc z nim wielogodzinne, poufne rozmowy w atmosferze, która przypominała surrealistyczny film szpiegowski. Obecność Hitlera w Ameryce Południowej nie była jednak odosobnionym przypadkiem, lecz wpisywała się w masowy, zorganizowany system ewakuacji najwyższych dygnitarzy reżimu. Przejęcie kontroli nad tak zwanymi „szczurzymi szlakami” (Ratlines) pozwoliło tysiącom nazistów, w tym Adolfowi Eichmannowi czy Josefowi Mengele, na bezpieczną ucieczkę do Argentyny, Brazylii i Kolumbii. Wielu badaczy od lat sugeruje, że ta gigantyczna operacja logistyczna nie mogłaby się udać bez cichego przyzwolenia, a nawet aktywnego wsparcia ze strony rodzących się amerykańskich służb specjalnych. Narastająca zimna wojna z ZSRR sprawiła, że Waszyngton zaczął postrzegać dawnych wrogów jako cennych sojuszników w walce z komunizmem. W tym kontekście historycznym kluczową rolę odegrała tajna amerykańska operacja „Paperclip” (Spinacz), w ramach której do USA przerzucono setki nazistowskich naukowców, lekarzy i ekspertów od wywiadu. Postacie takie jak Wernher von Braun, twórca rakiety V2 i późniejszy filar programu kosmicznego NASA, czy Reinhard Gehlen, szef hitlerowskiego wywiadu na Froncie Wschodnim, zyskali nowe tożsamości i immunitet. Zatem skoro Amerykanie potrafili wymazać grzechy genialnych inżynierów i strategów w zamian za ich wiedzę, czy nie mogli zaoferować podobnego, parasola ochronnego samemu Hitlerowi w zamian za sekrety Trzeciej Rzeszy i dostęp do ukrytego złota? Hipoteza o ucieczce Hitlera zyskuje dodatkowy fundament, gdy przyjrzymy się kontrowersyjnym teoriom dotyczącym finansowania jego drogi na szczyt władzy w latach 20. i 30. XX wieku. Nie jest tajemnicą dla badaczy archiwów, że rozwój NSDAP i niemieckiego przemysłu wojennego był potężnie stymulowany przez kapitał płynący zza oceanu, w tym od wpływowych rodów finansowych i potężnych amerykańskich korporacji. Bez tych olbrzymich funduszy nieznany kapral prawdopodobnie nigdy nie zdobyłby kanclerskiego fotela, a machina II wojny światowej nie ruszyłaby z miejsca. Logika podpowiada więc proste pytanie: skoro potężni mocodawcy z Ameryki stworzyli Hitlera do wykonania określonego geopolitycznego zadania, to czy po prostu nie pomogli mu uciec, gdy misja dobiegła końca? Wokół ucieczki narosła również gigantyczna aura okultyzmu i tajnych technologii, które do dziś rozpalają wyobraźnię opinii publicznej. Zgodnie z niektórymi teoriami, otoczenie Hitlera głęboko wierzyło w ezoterykę i za pośrednictwem organizacji takich jak Thule czy Ahnenerbe poszukiwało starożytnej wiedzy oraz artefaktów. Częścią tych wierzeń były projekty budowy supernowoczesnych maszyn latających, potocznie nazywanych „Vril” lub hitlerowskimi UFO (Die Glocke). Choć brzmi to jak fantastyka naukowa, odtajnione dokumenty bazy CREST potwierdzają, że amerykańskie agencje traktowały doniesienia o powojennych obserwacjach dziwnych obiektów latających w Ameryce Południowej niezwykle poważnie, co zbiegało się w czasie z obecnością tam nazistowskich emigrantów. Co ciekawe, w samych odtajnionych aktach CIA można znaleźć ślady świadczące o tym, że instytucje medialne i dziennikarze byli celowo wykorzystywani do kontrolowania przepływu informacji o losach Hitlera. List dołączony do fotokopii artykułu z magazynu Mother Jones z 1978 roku ujawnia, jak agencja monitorowała i dyskredytowała niezależne śledztwa dziennikarskie, nazywając je „lokalnymi arkuszami skandali”. Nazwiska autorów tych raportów zostały skrzętnie wymazane z odtajnionych plików, co rodzi uzasadnione podejrzenia. Wygląda na to, że system dezinformacji miał za zadanie ośmieszać każdego, kto podważał oficjalną wersję o berlińskim samobójstwie, spychając rzetelne pytania na margines teorii spiskowych. Współczesna nauka i oficjalna historiografia wciąż jednak odrzucają te rewelacje, wskazując na radzieckie badania fragmentów czaszki i szczęki Hitlera, które miały ostatecznie potwierdzić jego zgon w 1945 roku. Sceptycy ripostują jednak, że testy DNA przeprowadzone w 2009 roku przez amerykańskich naukowców na zachowanych w Moskwie szczątkach wykazały, iż czaszka należała w rzeczywistości do młodej kobiety, a nie do wodza Rzeszy. Ten spektakularny zwrot akcji tylko umocnił w przekonaniu tych, którzy uważają raporty agenta Citroena za dowód na największe oszustwo w historii nowożytnej i celowe tuszowanie prawdy przez rządy światowych mocarstw. Ogromna ilość odtajnionych w archiwum CREST dokumentów sprawia, że są one badane przez historyków i niezależnych dziennikarzy do dnia dzisiejszego. Trudno jednoznacznie ocenić, czy zdjęcie Adolfa Schrittelmayora z Kolumbii to mistyfikacja znudzonego agenta, element celowej dezinformacji z czasów zimnej wojny, czy też namacalny dowód na to, że potwór odpowiedzialny za miliony istnień ludzkich dożył spokojnej starości pod ochronnym parasolem CIA. Autor. UNreal Fot. Youtube.com Wszelkie prawa zastrzeżone.
Operacja „Tunja”: kontrowersje wokół odtajnionych akt amerykańskiego wywiadu w sprawie ucieczki wodza Trzeciej Rzeszy.

