Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.

WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)

Wpłaty Krajowe- Nr. Konta:

39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta:

PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Kod SWIFT: POLUPLPR

Tytułem: Darowizna na cele statutowe


Od tragedii w Przewodowie do krateru w Tarnawie-Kolonii: festiwal kłamstw i instytucjonalny paraliż obnażyły państwo z dykty.

3
No i oczywiście były prezydent – na szczęście – Andrzej Duda, wprost przyznał to publicznie (między innymi podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos), wypowiadając bezdennie naiwne słowa: „Zabraliśmy te czołgi z naszych regularnie stacjonujących jednostek wojskowych”. To oficjalne, państwowe potwierdzenie faktu, że podjęto skrajnie nieodpowiedzialną decyzję o rozbrojeniu własnej armii z jej bieżącego, sprawnego potencjału bojowego na życzenie obcych mocarstw. Przekazanie blisko 400 czołgów, setek transporterów opancerzonych, myśliwców MiG-29 oraz kluczowych armatohaubic Krab doprowadziło do drastycznego i gwałtownego obniżenia zdolności obronnych Wojska Polskiego, zamieniając realny potencjał na puste obietnice sojuszników.

Wydarzenia w Tarnawie-Kolonii wywołały w polskiej debacie publicznej dyskusję na temat faktycznego stanu bezpieczeństwa państwa. Krytycy systemu obronnego wskazują, że powtarzające się incydenty naruszenia przestrzeni powietrznej uderzają w autorytet instytucji odpowiedzialnych za ochronę obywateli. W oczach wielu komentatorów sytuacja ta została odebrana jako dowód na systemową niewydolność i brak gotowości operacyjnej na wypadek realnego zagrożenia.

Jednym z głównych punktów krytyki stał się brak uruchomienia Alertu RCB lub innych systemów powiadamiania ludności cywilnej w zagrożonym regionie. Mieszkańcy Lubelszczyzny dowiedzieli się o eksplozji i obecności rakiety dopiero po fakcie, co zrodziło pytania o kryteria informowania narodu. Brak natychmiastowej reakcji informacyjnej bywa interpretowany jako paraliż decyzyjny struktur zarządzania kryzysowego.

Niezależni komentatorzy sceptyczni wobec oficjalnej narracji przypominają, że nie jest to pierwszy tego typu przypadek na terytorium Polski, przywołując między innymi zdarzenia z Przewodowa czy okolic Bydgoszczy. Powtarzalność tych sytuacji sprawia, że w opinii publicznej zaczyna dominować narracja o bezradności państwa, które nie potrafi skutecznie zabezpieczyć swojego nieba przed obiektami nadlatującymi ze wschodu (jednym czy dwoma, a gdyby było ich jednocześnie kilkadziesiąt lub kilkaset…).

Krytyka rządu i dowództwa wojskowego często skupia się na zarzucie, że polskie procedury obronne mają charakter wyłącznie reaktywny. Zamiast aktywnego przeciwdziałania i neutralizacji zagrożenia nad terytorium kraju, opinia publiczna obserwuje działania następcze, polegające na zabezpieczaniu kraterów i poszukiwaniu szczątków, co sprzyja formułowaniu teorii o słabości struktur wojskowych.

W kontekście geopolitycznym pojawiają się głosy, że niezdolność do ochrony własnego terytorium przed zbłąkanymi pociskami osłabia pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Państwo aspirujące do roli lidera wschodniej flanki NATO, w opinii krytyków, pokazuje partnerom z Sojuszu, że posiada luki w fundamentalnych obszarach obronności, co może wpływać na postrzeganie wiarygodności całego paktu.

Dla środowisk skupionych wokół nurtu realistycznego i sceptycznego, obecność ukraińskich ekspertów na miejscu zdarzenia stała się punktem wyjścia do oskarżeń o utratę suwerenności w prowadzeniu śledztwa. Choć oficjalne komunikaty tłumaczyły to współpracą techniczną i wymianą doświadczeń, krytycy uznali to za dopuszczenie obcych podmiotów do badania incydentów na terytorium RP (Smoleński badali Rosjanie a obecnie podlegamy pod kuratelę Ukraińską – kpina).

Kochani, dodatkowo pierwsze godziny po wybuchu w Tarnawie-Kolonii charakteryzowały się brakiem spójnego i natychmiastowego przekazu ze strony władz. Tego typu próżnia informacyjna w naturalny sposób rodzi spekulacje i domysły. Krytycy wskazują, że profesjonalne państwo powinno natychmiast przejąć kontrolę nad narracją. Mało tego, ta sytuacja idealnie pokazała, że współczesna dyplomacja potrafi wyprzedzić nawet fizykę.

Zanim na lubelskie pole zdążyła zajechać Żandarmeria Wojskowa, a dziennikarze lokalnych stacji telewizyjnych dobrze rozstawili statywy na tle świeżego błota, minister Ukrainy Andrij Sybiha miał już gotowy, cyfrowy werdykt. Bez czekania na jakiekolwiek śledztwo, ekspertyzy odłamków czy oficjalne komunikaty polskich służb, ukraiński dyplomata błyskawicznie wcielił się w rolę jednoosobowego sądu najwyższego na platformie X.

Festiwal „dyplomatycznego jasnowidzenia” osiągnął jednak pełnię komizmu w momencie, gdy ukraiński minister ogłosił światu tożsamość sprawcy – i tu, uwaga, następuje gigantyczne zaskoczenie, którego nikt na świecie absolutnie nie mógł się spodziewać: padło na Rosję! W świecie, gdzie nawet do zbadania pękniętej rury wzywa się komisję, ukraiński szef MSZ bez mrugnięcia okiem, na odległość i przez ekran smartfona, przeprowadził ekspresowy proces, wydał wyrok i od razu wskazał odwiecznego winowajcę, zanim polscy pirotechnicy zdążyli w ogóle odpalić silniki swoich wozów.

Idźmy jednak dalej w tym „tragicznym kabarecie”, otóż mimo wielomiliardowych kontraktów zbrojeniowych i modernizacji armii, incydent ten obnażył realne opóźnienia w budowie wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Podnoszone są argumenty, że nowoczesne systemy wciąż nie chronią w pełni polskiego nieba, a realne nasycenie sprzętem jednostek liniowych pozostawia wiele do życzenia (chociaż w zasadzie dlaczego miałoby być inaczej skoro oddajemy co się da Ukrainie).

No i oczywiście były prezydent – na szczęście – Andrzej Duda, wprost przyznał to publicznie (między innymi podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos), wypowiadając bezdennie naiwne słowa: „Zabraliśmy te czołgi z naszych regularnie stacjonujących jednostek wojskowych”. To oficjalne, państwowe potwierdzenie faktu, że podjęto skrajnie nieodpowiedzialną decyzję o rozbrojeniu własnej armii z jej bieżącego, sprawnego potencjału bojowego na życzenie obcych mocarstw. Przekazanie blisko 400 czołgów, setek transporterów opancerzonych, myśliwców MiG-29 oraz kluczowych armatohaubic Krab doprowadziło do drastycznego i gwałtownego obniżenia zdolności obronnych Wojska Polskiego, zamieniając realny potencjał na puste obietnice sojuszników.

Ogołocenie jednostek liniowych z podstawowych narzędzi walki w obliczu realnego zagrożenia geopolitycznego stworzyło gigantyczną, wieloletnią lukę bezpieczeństwa, której nie da się natychmiast załatać chaotycznymi zakupami z odległą datą dostawy a o szkoleniu już nie wspomnę. Ta skrajnie krótkowzroczna polityka oddawania własnej tarczy obronnej kosztem bezpieczeństwa obywateli RP, sankcjonowana przez samego zwierzchnika sił zbrojnych, postawiła Polskę w roli bezbronnego petenta, całkowicie zależnego od zewnętrznej pomocy wojskowej.

W publicznej debacie wokół wydarzeń na Lubelszczyźnie kluczowym głosem podważającym oficjalną narrację czy też według wielu propagandę, jest dr Leszek Sykulski, który stawia sprawę niezwykle ostro i bezkompromisowo. Analizując dostępny materiał dowodowy, geopolityk publicznie manifestuje swój głęboki sceptycyzm wobec wersji przedstawianej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i rządowe media. Sykulski mówi jasno i wprost: istnieją poważne wątpliwości, czy w Tarnawie-Kolonii w ogóle doszło do upadku jakiejkolwiek rakiety manewrującej.

Zdaniem Sykulskiego, kluczowym dowodem podważającym oficjalny komunikat jest specyfika samego miejsca zdarzenia, a precyzyjniej – powstały lej po wybuchu. Publicysta zwraca uwagę na fakt, że charakterystyka krateru oraz brak rozrzuconych na wielkiej przestrzeni charakterystycznych elementów konstrukcyjnych zaawansowanego pocisku Ch-101 mogą świadczyć o zupełnie innym scenariuszu. W jego ocenie zebrany materiał wizualny znacznie bardziej przypomina efekt celowej, stacjonarnej detonacji ładunku wybuchowego umieszczonego bezpośrednio w ziemi, aniżeli uderzenie kinetyczne i eksplozję potężnej rakiety bojowej nadlatującej zza wschodniej granicy.

Ta jednoznaczna teza służy Sykulskiemu do sformułowania oskarżenia o realizację zaplanowanej inscenizacji, której celem miało być wywołanie określonego efektu politycznego i społecznego. Szanowni Państwo, oficjalne komunikaty o „rosyjskiej rakiecie” mogą być jedynie zasłoną dymną, a całe zdarzenie – ordynarną prowokacją mającą na celu sztuczne podsycanie poczucia zagrożenia wśród Polaków i legitymizowanie dalszych decyzji polityczno-militarnych władz.

Głęboki sceptycyzm wobec oficjalnych komunikatów rządu i wojska nie rodzi się w próżni, lecz jest bezpośrednią konsekwencją długiej serii wcześniejszych, spektakularnych kompromitacji polskich instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Kluczowym punktem zwrotnym w procesie destrukcji zaufania obywateli do własnego państwa stała się tragedia w Przewodowie, gdzie w wyniku eksplozji zginęło dwóch polskich obywateli. Choć władze oraz sprzyjające im media od pierwszych minut gorączkowo budowały narrację o bezpośrednim ataku Federacji Rosyjskiej, rzeczywistość okazała się zupełnie inna, potwierdzając, że na terytorium RP spadł pocisk ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.

Fakt, że oficjalne czynniki państwowe przez długi czas kluczyły, ukrywały prawdę i zwlekały z jasnym przyznaniem, czyja rakieta zabiła Polaków, bezpowrotnie zrujnował wiarygodność państwowego przekazu w sytuacjach kryzysowych. Kolejnym rażącym dowodem na organizacyjną bezradność i informacyjny chaos były powtarzające się incydenty z rzekomymi naruszeniami przestrzeni powietrznej przez obiekty, które w oficjalnych komunikatach urastały do rangi śmiertelnego zagrożenia, by później okazać się prymitywnymi konstrukcjami.

Sytuacje te, potocznie i z ironią określane w debacie publicznej jako „afery z dronami ze styropianu” czy poszukiwania obiektów, których wojsko przez wiele dni nie potrafiło zlokalizować mimo rzekomego śledzenia ich przez radary, obnażyły fasadowość systemu obronnego. W obliczu tak rażących niespójności, permanentnego dezinformowania opinii publicznej oraz prób tuszowania własnej nieudolności, obywatele mają pełne, racjonalne prawo odrzucać kolejne rządowe raporty dotyczące Tarnawy-Kolonii. Państwo, które regularnie kompromituje się na oczach całego świata, traci moralne i instytucjonalne prawo do żądania od swoich obywateli ślepej wiary w jakiekolwiek oficjalne wersje wydarzeń.

W obliczu tak porażającego pasma kapitulacji, instytucjonalnego bezwładu i permanentnego okłamywania własnych obywateli, logiczne i nieuniknione staje się postawienie pytania o samą istotę naszej państwowości: czy niepodległa Rzeczpospolita Polska jeszcze w ogóle realnie istnieje, czy stała się już tylko atrapą i makietą zarządzaną z tylnego siedzenia przez obce ambasady? Państwo, które nie kontroluje własnego nieba, pozwala na swobodne detonacje na swoim terytorium, a do badania kluczowych incydentów bezpieczeństwa dopuszcza zewnętrzne służby, abdykowało ze swojej fundamentalnej roli i suwerenności.

Jeśli jedyną reakcją struktur centralnych na śmiertelne zagrożenia i naruszenia granic jest informacyjny chaos, tuszowanie prawdy oraz paraliż decyzyjny pod dyktando międzynarodowych układów, to mamy do czynienia z ostatecznym upadkiem powagi instytucjonalnej III RP. To już nie jest kryzys wizerunkowy – to dramatyczny dowód na to, że polskie państwo na naszych oczach przestaje funkcjonować jako suwerenny podmiot stosunków międzynarodowych, stając się bezbronną, skompromitowaną strefą zgniotu, w której bezpieczeństwo Polaków zostało złożone na ołtarzu obcych interesów geopolitycznych.


Autor. INFOrmator

Fot. Youtube.com / eschatologia.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

3 Komentarze do “Od tragedii w Przewodowie do krateru w Tarnawie-Kolonii: festiwal kłamstw i instytucjonalny paraliż obnażyły państwo z dykty.

  1. +

    https://gloria.tv/post/VRhGus3CUY2B4cCCafPJes1Nf

    „Przepraszam, jeśli pozbawiam kogoś złudzeń, ale po kilku latach wojny totalitarnej przeciwko ludzkości (kowid, Ukraina, Gaza, Iran, migracja, klimat i cała reszta Agendy 2030), gdy ktoś uważa, że moralność i politykę można pogodzić, to sam jest sobie winien. ” (dziennikarz. Marek Wójcik)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *