Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.

WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)

Wpłaty Krajowe- Nr. Konta:

39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta:

PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Kod SWIFT: POLUPLPR

Tytułem: Darowizna na cele statutowe


Operacja „samozaoranie”, czyli od „Furii” do „Furiata”: studium upadku, w którym USA spaliły mapę i własne podwórko.

0
Pentagon wie jak samobójczym byłby konflikt rozłożystych lotniskowców na wąskim odcinku Cieśniny Ormuz. Irańskie drony podwodne są niemal niemożliwe do wytropienia. Potrafią opłynąć niszczyciel, a następnie detonować w dowolnym momencie. Systemy radarowe zniszczone na samym początku tej wojny, to nie jakieś tam wyposażenie, ale „oczy” marynarki. Uszkodzenie ich zostało dokładnie obliczone przez Teheran. Teraz wydają się zachęcać Amerykanów, by podpłynęli bliżej w zasięg ich obrony.

O tym co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Białego Domu, szeptem powtarzają ludzie w korytarzach. Armia włączyła bieg jałowy wśród najwyższych szczebli. Reakcja wymierzona jest bezpośrednio w prezydenta. Pentagon znalazł swoje miejsce w opozycji. Generałowie wprost odmawiają wykonywania rozkazów. Sygnałem bezpośrednio o tym świadczącym był opublikowany list rezygnacji Joe Kenta.

Jego treść stworzyła problem pozostałym wysokim dowódcom przez zakwestionowanie zasadności przystąpienia do wojny przy braku przesłanek, jak również istotnej inspiracji czynnika zewnętrznego. Przesądzająca decyzja o włączeniu do wojny jednostek lądowych przyjęta została jako całkiem chory pomysł. Do rokującego jako już przegranego konfliktu, prezydent najwyraźniej chciałby „dorzucić podwojenie strat”.

Obserwuje się niemal całkowite załamanie w łańcuchu dowodzenia. Nie ogranicza się ono do niezgody wysłania jednostek lądowych. Dowódcy marynarki odmawiają wysłania okrętów do Cieśniny Ormuz, czy nawet w pobliże strefy brzegowej Iranu. Dlaczego? Przeraziły ich dane wywiadowcze. Nie chodzi jedynie o rozbudowany potencjał podwodnych dronów Iranu do technologii cichej, niewidocznej i wysoce śmiercionośnej.

Ignorowane przez Pentagon zniszczone całkowicie systemy radarowe przez kolejne irańskie fale ataków, uprzytomniły marynarzom, że znaleźli się w roli kaczek na polowaniu na pokładzie wielomiliardowych okrętów. Stracili wolę poświęcania życia żołnierzy amerykańskich z floty rejonu całego Pacyfiku, nie widząc w tym żadnego interesu Ameryki. Ich reakcja jest przejawem szacunku dla taktyki walki Iranu w nierównej walce, narzuconej przez największą armię na świecie.

Generałowie ostrzegli Trumpa przed podjęciem decyzji ostatecznej. Na odprawie przekazali mu, że nie ma takiej rzeczy jak szybkie zwycięstwo, ani szansy na dokonanie operacji chirurgicznych z przeciwnikiem jakim okazuje się Iran – państwo o rozległym i trudnym terenie, które stać na niespotykaną cierpliwość strategiczną. Iran nie walczy według starych reguł. Korzystają z dronów, oddziałów zastępczych, min morskich i z udziałem całego społeczeństwa. Jeśli są krytyczni wobec swojego rządu, to w obliczu agresywnego najeźdźcy pozostają zjednoczeni.

Donald Trump nie chciał słuchać innego głosu jak tylko pełnych alarmistycznych sygnałów z Tel Awiwu. Teraz przyszło mu oglądać skutki własnej pychy. Głosy protestów wokół Mar-a-Lago rosną z dnia na dzień. Dawna forteca dobrobytu i potęgi władzy, dziś jest punktem zapalnym dla społecznej wściekłości. Wielu Amerykanów mając dzieci, wnuki, prawnuki w szeregach armii, gromadzą się na Florydzie niosąc wymowne hasła o wojnie z Izraelem, która nie leży w interesie Ameryki.

Gromadząc się przed rezydencją krzyczą żądania zaprzestania wojny z Iranem, poświęcania członków ich rodzin w roli mięsa armatniego, by Benjamin Netanjahu miał czuć się bezpiecznie dominując w regionie. Trump pogrążony w oparach iluzji, albo szaleństwa powtarza, że już niedługo Iran będzie gotów do bezwarunkowego poddania się. Miraż ginie wśród codziennych doniesień o dymach spowijających okolice płonących rafinerii i baz amerykańskich po uderzeniach irańskich pocisków na całym obszarze Bliskiego Wschodu.

Do zrozumienia powodu postawy generałów niechętnych rozkazom naczelnego zwierzchnika jest dostrzeżona różnica w sposobie walki. To już nie jest Irak z 2003 roku, konwencjonalnego wojska ustawionego w tyralierę na pustyni, które czeka na rozstrzelanie przez lotnictwo. Armia irańska poświęciła dekady na przygotowanie aktualnie realizowanego scenariusza. Stworzyli z pocisków wyśmienitą, wielowarstwową i skutecznie niszczycielską obronę wybrzeża. Do tego szybkie łodzie i bezzałogowe łodzie podwodne.

Pentagon wie jak samobójczym byłby konflikt rozłożystych lotniskowców na wąskim odcinku Cieśniny Ormuz. Irańskie drony podwodne są niemal niemożliwe do wytropienia. Potrafią opłynąć niszczyciel, a następnie detonować w dowolnym momencie. Systemy radarowe zniszczone na samym początku tej wojny, to nie jakieś tam wyposażenie, ale „oczy” marynarki. Uszkodzenie ich zostało dokładnie obliczone przez Teheran. Teraz wydają się zachęcać Amerykanów, by podpłynęli bliżej w zasięg ich obrony.

Odmowa podjęcia ryzyka nie jest jedynie krokiem taktycznym. Wynika z głębokiej wiedzy strategii wojennej i obiekcji moralnych. Wielu z tych generałów było w Iraku i Afganistanie i wiedzą czym jest nieskończona wojna, której nie zapomną. Są świadomi, że okupacja Iranu, czy chociażby wyspy Abu Musa, bądź Tums, stałoby się koszmarem, przy którym Wietnam byłby drobną potyczką.

Irańczycy maja powiedzenie: „Wy macie zegarki, ale do nas należy czas”. Gotowi są wykrwawić amerykańską okupację doszczętnie dzień za dniem, dolar za dolarem, żołnierzy jednego za drugim. Generałowie zapoznali się z danymi wywiadowczymi i zrozumieli jak odporni potrafią być Persowie. Zobaczyli w jak błyskawicznym tempie skonsolidował się naród po utracie przywódcy Ajatollaha Chameneiego, jak szybko jego stanowisko objął kolejny, a zamiast spodziewanego załamania, rząd umocnił się. Ostrzegli więc Trumpa, że zabicie przywódcy nie jest w stanie zabić rewolucji narodowej. Zamordowani stając się męczennikami są jednocześnie powodem do hartowania ducha narodowego.

Skąd pochodził głos najsilniej i najczęściej rozbrzmiewający, który popychał do tej wojny? Jakie było źródło podszeptów, że Irańczycy mieliby oczekiwać na amerykańskie wojsko z kwiatami i słodyczami? To ta sama kabalistyczna formacja – AIPAC, która przez ponad 20 lat wspólnie z rządem Benjamina Netanjahu doprowadziła do swoistego zakontraktowania wojny we własnym interesie.

Jest obszerna ilość dowodów wskazująca, że cele strategiczne dyktowane są z biura Netanjahu znajdującego się w okupowanej Jerozolimie. Stałym celem było nigdy nie doprowadzić Stanów Zjednoczonych do zobojętnienia na zagrożenia jakie miał stwarzać Iran. Należało ciągle przypominać o konieczności przeciwwagi, wciągając Amerykę w wojenny chaos, dzieląc region na niewielkie państwa, by niezdolne były zagrozić ekspansjonistycznemu Izraelowi.

Amerykański system polityczny wciąga pieniądze AIPAC-u jak gąbka, czemu nie oparła się skompromitowana administracja Trumpa, skutki czego ujawniają się na bieżąco. Joe Kent wszedł na wysokie szczeble drabiny władzy, licząc, że będzie służyć narodowi. Brak jakichkolwiek dowodów na istnienie zagrożenia dla Ameryki ze strony Iranu, zapewnienie raportów podlegających mu służb o nieistniejącym programie prac nad budową broni atomowej, w końcu zabicie przywódcy, który zawsze głosił zasadność wystrzegania się posiadania tej broni wywołało ostateczną decyzję odejścia.

Pokrętna interpretacja danych przez polityków skutkowała fatalnymi decyzjami. Straty materialne, kamuflowanie strat w ludziach w izraelskim stylu nie musiały długo czekać na ujawnienie. Echo jego gestu jest ogromne. Człowiek dysponujący dowodami wykazał się sumieniem, a ono było rozkazem do potrząśnięcia opinią publiczną: Ameryka idzie na dno, zatapiana zadłużeniem i wojnami, bo tego chce Izrael za pośrednictwem swojego lobby. Ta wojna nie jest wyborem Amerykanów. Wojny opartej o kłamliwe przesłanki nie można wygrać, a orężem w niej jest prawda.

Nie pozwala sobie zamknąć ust Tucker Carlson, który przeprowadza rozmowę z Joe Kentem. Z jego wypowiedzi dowiadują się widzowie, że drzwi Białego Domu są zamknięte dla ludzi o zdrowym rozsądku. Uprzywilejowaniem cieszą się płytkie postacie jak sekretarz Marco Rubio, Pete Hegseth. Ich wypowiedzi dowodzą, że Iran jest agresywny w obawie przed Izraelem, ale ten wie, że najlepiej w walce sprawdzi się armia USA, więc jej siłami prowadzona jest wojna. To całkowita abdykacja z suwerenności byłego mocarstwa. Kent podkreśla bez ogródek: „jedynym faktycznym zagrożeniem jest Izrael”.

Reakcja w armii jest niemal natychmiastowa. Żołnierze, zazwyczaj salutując wyższemu rangą oficerowi, wypowiadają słowa pozdrowienia. W internecie, rozpowszechnił się jakoby fake – narzędzie znane podczas pandemii. Sprostowanie dotyczy właśnie słów towarzyszących nowemu salutowi: „Za Epsteina!” facebook.com/snopes/posts/-no-us-military-officials-werent-unable-to-stop-soldiers-from-sarcastically-yell/1337604495070269/

Społeczeństwo dostrzegając, że ich przywódca realizuje polecenia płynące zza granicy, czym pogrąża gospodarkę i bezpieczeństwo państwa przez co giną ich bliscy, odchodzą. Obietnica wyborcza, że USA przestaną być policjantem świata, zakończą się wszystkie wojny, została odrzucona. Dyplomacja, do której upoważnieni zostali przez prezydenta – J. Kushner i S. Witkoff, załatwia czysto osobiste interesy.

W przypadku tylko tych panów, którzy przez rok przygarnęli po 2 miliardy dolarów, a pokój jest bardziej odległy niż przed rokiem gdziekolwiek są obecni, nie ma innego uzasadnienia jak działanie na szkodę państwa z niskich pobudek, sterowanych z zewnątrz. Właśnie źródła wywiadu USA potwierdzają, że Epstein nie był podrzędnym pedofilem, ale zimnym agentem Mosadu. Kushner z tego samego upoważnienia prowadzi działalność gabinetu cieni pod tym samym nadzorem.

Cywilną reakcją na obskurantyzm władzy są pikiety, protesty, czy odmowa pracy, zwana strajkiem. Żołnierze na pokładzie super-lotniskowca Gerald Ford wynaleźli sposób wykazania niezdolności bojowej pływającego kolosa wartego 13 miliardów dolarów. Najpierw pozorując niewiedzę o funkcjonowaniu toalet, po wielomiesięcznej na nim służbie, doprowadzili do niedrożności toalet.

Zyskali na czasie obserwując co władza zdecyduje kiedy eskalacja konfliktu uświadomi bezsens udziału w nim. Władza wykonująca obce polecenia, przekazała dalej w łańcuchu dowodzenia konieczność przyjęcia na siebie zadania odblokowania Cieśniny Ormuz. Na lotniskowcu wybuchł pożar. 5 tysięcy żołnierzy gasiło pożar przez 30 godzin. Dzięki opieszałości USS G. Ford został odkomenderowany na Kretę, jako niezdolny do podjęcia zadań służbowych.


Opracowanie. Jola

Na podstawie: Youtube.com

Fot. Youtube.com

Źródło: WolneMedia.net


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *