Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.
WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)
Wpłaty Krajowe- Nr. Konta: 39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta: PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Kod SWIFT: POLUPLPR Tytułem: Darowizna na cele statutowe Międzynarodowa Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC 2026) w Gdańsku miała być wielkim triumfem polskiej dyplomacji i symbolem gospodarczego otwarcia na Wschód. Wydarzenie to, zorganizowane na polskiej ziemi, przyniosło jednak bolesne otrzeźwienie i bezprecedensowy blamaż wizerunkowy. Zamiast zapowiadanych sukcesów i lawiny zamówień dla rodzimego biznesu, polska opinia publiczna ujrzała rażący kontrast między politycznymi deklaracjami a twardą rzeczywistością ekonomiczną, w której polskie interesy zostały zepchnięte na margines. Najbardziej uderzającym i kompromitującym faktem całego szczytu jest to, że polskie firmy nie podpisały ani jednej bezpośredniej, dwustronnej umowy komercyjnej z podmiotami ukraińskimi. W czasie gdy delegacje z całego świata pieczętowały konkretne kontrakty opiewające na miliony euro, reprezentanci polskiego biznesu musieli zadowolić się jedynie ogólnikowym, wielostronnym listem intencyjnym krajowych spółek energetycznych. Ten brak jakichkolwiek wiążących umów handlowych czarno na białym pokazuje, że polscy przedsiębiorcy zostali całkowicie odcięci od realnego tortu finansowego, jakim jest odbudowa Ukrainy. Sytuacja ta urasta do rangi jawnej kpiny, jeśli weźmie się pod uwagę kontekst ostatnich lat i gigantyczne poświęcenie polskiego społeczeństwa. Polska od pierwszych dni inwazji stała się kluczowym hubem logistycznym, militarnym i humanitarnym, bez którego przetrwanie państwa ukraińskiego byłoby niemożliwe. Polacy otworzyli swoje serca, domy i publiczny budżet, oferując bezwarunkową pomoc wartą miliardy złotych, co w teorii miało budować kapitał zaufania i partnerskie relacje na przyszłość. Finał konferencji w Gdańsku pokazuje jednak, że w relacjach z Kijowem pojęcie wdzięczności i partnerstwa nie istnieje, a polska pomoc została potraktowana jako oczywistość, która nie wymaga żadnej formy rewanżu. Ukraińskie władze i tamtejsi decydenci biznesowi wykazali się głębokim lekceważeniem wobec Polski, bez skrupułów pomijając nas przy rozdziale kluczowych zleceń. To bolesny dowód na to, że w oczach ukraińskich elit Polska jest dobra do ponoszenia kosztów i ryzyka, ale nie do robienia poważnych interesów. Najbardziej jaskrawym przejawem tego lekceważenia były wydarzenia wokół tzw. Dni Odporności Lwowa, organizowanych w ramach gdańskiego szczytu. Mer Lwowa, Andrij Sadowy, podpisał tam sześć potężnych, milionowych kontraktów na modernizację miejskiej infrastruktury, transportu i energetyki. Wszystkie te zlecenia trafiły do firm z Niemiec, Francji, Czech, Szwecji oraz Litwy, natomiast polscy oferenci zostali całkowicie zignorowani, mimo że Lwów leży tuż przy polskiej granicy i historycznie oraz logistycznie jest z nami najbliżej związany. Wybór zachodnioeuropejskich partnerów przez ukraińską delegację na polskiej ziemi to ostentacyjny policzek wymierzony Warszawie. Kijów i ukraińskie samorządy jasno dały do zrozumienia, że preferują współpracę z państwami, które w początkowych fazach wojny kalkulowały i zwlekały z pomocą, podczas gdy Polska ryzykowała własnym bezpieczeństwem. Taka postawa ukraińskich decydentów obnaża ich pragmatyczną, wręcz cyniczną postawę: polskie zaangażowanie zostało skonsumowane, a profity z odbudowy kraju popłyną do Berlina i Paryża. Za ten stan rzeczy winę ponosi również katastrofalna niemoc i naiwność polskiej dyplomacji gospodarczej, która przez lata karmiła obywateli mitami o „strategicznym partnerstwie”. Podczas gdy rządy Niemiec czy Francji od początku twardo lobbowały za swoimi firmami, zabezpieczając gwarancje kredytowe i warunki przetargowe, polscy urzędnicy skupiali się na pustych gestach solidarności. Zabrakło profesjonalnego, agresywnego wręcz wsparcia ze strony państwa, które potrafiłoby przełożyć polityczne zasługi na twarde zapisy w kontraktach handlowych. Tłumaczenia ekspertów, jakoby polskie firmy były zbyt małe lub nie spełniały rygorystycznych wymogów międzynarodowych banków, brzmią w tym kontekście jak nieudolne szukanie usprawiedliwień dla systemowej porażki. Polska posiada nowoczesny sektor budowlany, energetyczny i transportowy, który z powodzeniem realizuje gigantyczne projekty w całej Unii Europejskiej. Skoro polskie przedsiębiorstwa potrafią wygrywać trudne przetargi na Zachodzie, to ich eliminacja na Ukrainie ma podłoże czysto polityczne i wynika z braku woli współpracy ze strony Kijowa. Konferencja w Gdańsku powinna stać się punktem zwrotnym w polskiej polityce wschodniej i ostatecznie pogrzebać epokę romantyzmu w relacjach z Ukrainą. Wydarzenia te pokazują, że asymetryczna relacja, w której jedna strona bez przerwy daje, a druga jedynie wymaga i lekceważy partnera, jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Polski rząd musi natychmiast zweryfikować swoje podejście i zacząć warunkować dalsze wsparcie polityczne czy logistyczne realnym dostępem polskich firm do ukraińskiego rynku. Bilans gdańskiego szczytu pozostawia po sobie ogromne poczucie niesprawiedliwości i narodowego upokorzenia, którego nie da się przypudrować oficjalnymi komunikatami o „sukcesie konferencji”. Blisko 200 porozumień na kwotę 10 miliardów euro podpisały delegacje z całego świata, omijając gospodarzy szerokim łukiem. Dla Polski lekcja z Gdańska jest brutalna: w brutalnej grze interesów geopolitycznych nadmierny altruizm i brak asertywności prowadzą wyłącznie do tego, że zostaje się zepchniętym do roli biernego i zignorowanego obserwatora. Gdański blamaż to ostateczny dowód na skrajną naiwność polskiej „klasy” politycznej, która po raz kolejny udowodniła, że w brutalnej grze międzynarodowych interesów Warszawa występuje wyłącznie w roli geopolitycznego sponsora i naiwnego donatora. Scenariusz ten do złudzenia przypomina absurdalną powtórkę z przeszłości – kiedy wysyłaliśmy polskie wojska na krwawe misje do Iraku i Afganistanu, politycy również mamili społeczeństwo bajkami o gigantycznych kontraktach na odbudowę tych państw, z których ostatecznie nie zobaczyliśmy ani centa, ustępując miejsca zachodnim koncernom. Dziś, po bezwarunkowym oddaniu Ukrainie setek czołgów, miliardów złotych i otwarciu własnych domów, zostaliśmy ostentacyjnie spoliczkowani na własnej ziemi, podczas gdy Kijów bez mrugnięcia okiem oddał lukratywne zlecenia Niemcom i Francuzom. Ignorowani przez sąsiadów, wykorzystywani przez sojuszników i pozbawieni jakiejkolwiek asertywności, na własne życzenie utrwalamy swoją pozycję dyplomatycznych frajerów świata, którzy ponoszą wszelkie koszty i ryzyko, podczas gdy inni liczą zyski. I na koniec jeszcze wisienka na torcie, chociaż chciałoby się napisać kolejny „gwóźdź do trumny naszej Ojczyzny” pod rządami obecnie PO, ale jak wiemy PiS i PO to jedno i to samo zło. A więc, afera wokół krakowskiej firmy Control Process S.A. we Lwowie to podręcznikowy przykład bezczelnego oszustwa i ostateczny dowód na to, jak ukraińscy urzędnicy traktują polskie podmioty gospodarcze. Polski wykonawca zrealizował aż 95% gigantycznego kontraktu wartego blisko 40 milionów euro na budowę nowoczesnego zakładu przetwarzania odpadów. Gdy inwestycja była na ukończeniu, lwowskie przedsiębiorstwo komunalne podległe merowi Andrijowi Sadowemu jednostronnie zerwało umowę pod pretekstem rzekomych opóźnień, odmawiając wypłaty należnych 10 milionów euro oraz bezprawnie przejmując polskie gwarancje bankowe na kwotę 4,5 miliona euro. Ukraińska strona posunęła się do jawnego szabru, całkowicie blokując polskim pracownikom dostęp do placu budowy i kradnąc należący do firmy sprzęt, maszyny oraz zainstalowane urządzenia techniczne. Władze Lwowa wykazują przy tym absolutną pogardę dla międzynarodowego prawa, ostentacyjnie ignorując aż siedem wyroków sądowych i arbitrażowych – w tym ostateczne orzeczenie Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Paryżu (ICC), który uznał działania Ukraińców za całkowite bezprawie. Zamiast tego lwowscy urzędnicy, w atmosferze podejrzeń o gigantyczną korupcję, zatrudnili lokalnego wykonawcę, płacąc mu za dokończenie symbolicznych 5% prac stawkę niemal dwukrotnie wyższą niż rynkowa. Ta bulwersująca sprawa odbiła się szerokim echem w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, doprowadzając do bezprecedensowego kryzysu zaufania, w którym wiceszef MSZ wprost odradził rodzimym przedsiębiorcom jakiekolwiek inwestycje we Lwowie. Historia Control Process obnaża brutalną prawdę o relacjach z Kijowem: polski biznes na Ukrainie nie może liczyć ani na podstawowe bezpieczeństwo prawne, ani na elementarną uczciwość. Podczas gdy polskie społeczeństwo oddawało Ukrainie bezwarunkowe wsparcie militarne i humanitarne, ukraińscy decydenci bez mrugnięcia okiem okradli polską firmę, wysyłając jasny sygnał, że Polacy są dla nich jedynie darmowym zapleczem, a nie równorzędnym partnerem handlowym. Autor. KONAR Fot. Youtube.com Wszelkie prawa zastrzeżone.
Międzynarodowa Konferencja na rzecz odbudowy Ukrainy: Polska utrwaliła pozycję „frajera świata”, nie podpisując żadnej umowy!
