Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.
WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)
Wpłaty Krajowe- Nr. Konta: 39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta: PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Kod SWIFT: POLUPLPR Tytułem: Darowizna na cele statutowe Wojna na Ukrainie jest sprzedawana opinii publicznej jako starcie dwóch państw: „niezłomnej” Ukrainy i „agresywnej” Rosji. Ale jeśli spojrzymy na dyplomację ostatnich dni – Miami, Dublin, Kreml – obraz wygląda inaczej. Tajne spotkania, brak fleszy, zero konferencji prasowych. Najważniejsza teza, jaka wynika z faktów, jest ostra, ale logiczna: skoro USA negocjują z Rosją zakończenie wojny, to one są jej rzeczywistą stroną. Ukraina? Jest przede wszystkim polem bitwy, a nie pełnoprawnym graczem przy stole. To nie wyraz sympatii do Rosji, tylko chłodna analiza: kto decyduje o warunkach pokoju, ten realnie prowadzi wojnę. Dziś decydują Waszyngton i Moskwa, odsuwając Kijów na boczny tor. Zasada, której nikt dotąd nie obalił, jest prosta: kto negocjuje warunki zakończenia wojny, ten w niej uczestniczy. W „normalnym” konflikcie: wojna Rosja–Ukraina → negocjacje Rosja–Ukraina. Tutaj jednak mamy: wojna na Ukrainie → negocjacje USA–Rosja, z Ukrainą w tle. To odwraca potoczny obraz. Dlaczego to USA–Rosja, a nie Rosja–Ukraina? Ponieważ Ukraina nie siedzi przy głównym stole. Zełenski w Dublinie 2 grudnia miał stwierdzić, że „rozważamy, ale wszystko zależy od decyzji Moskwy” (według relacji medialnych z jego wystąpienia w Irlandii). To oznacza, że sam dowiaduje się o szczegółach po fakcie. Premier Estonii Kaja Kallas mówiła wprost: „Nic nie wiemy” – komentując stan wiedzy europejskich stolic o szczegółach rozmów USA–Rosja (cytowane w mediach europejskich). To wygląda jak pertraktacje dwóch mocarstw o ich własny spór, toczony na cudzym terytorium. Ostatnie miesiące – według dostępnych relacji – pokazują jeden wzór: delegacje USA lądują w Moskwie, nie w Kijowie. Sygnał jest czytelny: kluczowe jest przekonanie Rosji, reszta ma się dostosować. Wszystko bez udziału mediów, bez oficjalnych przecieków. Uszakow miał potwierdzić, że strony zgodziły się na nieujawnianie treści rozmów. Putin ostrzegał wcześniej UE, że „nie będzie z kim negocjować w Europie”, czyniąc ją odpowiedzialną za ataki na tankowce. Przecieki z X i Telegramu sugerują, że Witkoff miał obiecać „nie lecieć do Kijowa, tylko wrócić do domu” po rozmowach w Moskwie. Żeleński w tej układance wygląda jak „pusta przestrzeń”: jego rzekomy briefing po rozmowach z Witkoffem i Kushnerem został w relacjach określony jako „przyćmiony nieobecnością” strony amerykańskiej. Narracja dla mas zostaje sprowadzona do frazy: „taktyczna klęska ze strategicznym zwycięstwem” – typowy zabieg propagandowy. Ukraina została odsunięta nie tyle z „w złej woli”, co przez układ sił: USA finansują ukraiński budżet (szacunkowo ok. 200 mld USD), dostarczają broń (a zarazem określają zasięg jej użycia), szkolą armię, faktycznie decydują o progach eskalacji. Teraz te same USA negocjują pokój. Taki układ odpowiada klasycznej definicji wojny zastępczej (proxy war), a nie zwykłej „pomocy”. Co z tego wynika? 1. Ukraina nie kształtuje pokoju, lecz dostosuje się do ustaleń USA–Rosja. Możliwe ruchy, które pojawiają się w przeciekach: odsunięcie Żeleńskiego, ogłoszenie przyspieszonych wyborów, wycofanie wojsk z części terytoriów poza dawną tzw. Doniecką Republiką Ludową (DPR). Pojawiają się sugestie, że kluczem ma być „legitymacja nowych władz” – po 15 grudnia ujawnienia korupcyjno – polityczne mogą ten proces przyspieszyć. 2. Unia Europejska siedzi w trzecim rzędzie. Europa płaci – według różnych szacunków nawet ok. 150 mld euro wsparcia – ale nie siedzi przy głównym stole. Putin oskarża ją o „sabotowanie” i grozi dalszą izolacją. 3. Rosja osiąga kluczowy cel – bezpośrednie rozmowy z USA od dawna były strategią Kremla. Teraz stają się realne: bez pośredników, bez Ukrainy i bez Europy jako pełnoprawnych uczestników. 4. USA prowadzą wojnę zastępczą- finansują, uzbrajają, szkolą, a teraz negocjują zakończenie konfliktu. W logice politycznej: kto decyduje o końcu, ten de facto prowadzi wojnę. Weszliśmy w fazę konieczności: propagandowe opowieści pękają, emocje opadają, wchodzi pragmatyzm i chłodna kalkulacja. Systemy – po obu stronach – wyczerpały energię wojenną. Muszą szukać wyjścia. Pole świadomości „słyszy” miliony zmęczonych myśli: w Rosji – inflacja, sankcje, mobilizacja, na Ukrainie – korupcja, zniszczenia, uchodźcy, na Zachodzie – długi publiczne, zmęczenie społeczne, kryzys zaufania. Logika jest prosta: rozsynchronizować emocje, ujawnić realne parametry (koszty wojny liczone już w setkach miliardów dolarów), otworzyć przestrzeń na kompromis. Cisza nie jest karą – jest sygnałem: „wystarczy, wróćcie do siebie”. Wojna to już nie spór o ziemię, ale o tożsamość, o ból, który rezonuje w zbiorowej świadomości. Tożsamość w najgłębszym sensie nie potrzebuje granic, lecz uznania. Prawdopodobny scenariusz: po 15 grudnia – fala ujawnień (NABU/SAP, materiały kompromitujące elity ukraińskie), blokada portów, postępy wojsk rosyjskich na wybranych odcinkach frontu, Donald Trump daje sobie czas, komentując sytuację głównie przez „X”; Demokraci i media w USA wzmacniają przekaz o „konieczności zakończenia konfliktu”, wybory na Ukrainie zostają przyspieszone; nowe władze „legitymizują” wynegocjowany układ, pokój-rozejm: minimalny, nagły, bez wielkich ceremonii, linia frontu zostaje zamrożona, Ukraina dostaje pakiet niejasnych „gwarancji bezpieczeństwa”. W grudniu 2025 r. historia na chwilę milknie. Pole świadomości szuka równowagi. Cisza rodzi gorzki pokój. Warto jej słuchać – bo trwa już teraz. Uwaga końcowa: przytoczone wypowiedzi Putina, Uszakowa, Zełenskiego, Kallas i innych opierają się na relacjach medialnych, wpisach z „X”, „Telegramu” i interpretacjach komentatorów – wymagają one samodzielnej weryfikacji w aktualnych, wiarygodnych źródłach. Liczby (koszty wojny, kwoty pomocy, liczba punktów „planu Trumpa”) również należy traktować jako szacunki. Autor. Zbigniew Jacniacki Fot. Pixabay.com / tprzem Źródło: WolneMedia.net
Ukraina to pole bitwy wojny amerykańsko-rosyjskiej: skoro USA negocjują z Rosją zakończenie wojny, to one są jej rzeczywistą stroną.
