Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.
WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)
Wpłaty Krajowe- Nr. Konta: 39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta: PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250 Kod SWIFT: POLUPLPR Tytułem: Darowizna na cele statutowe Podczas panelu mówców obecnych na tegorocznym Międzynarodowym Forum Ekononicznym w Petersburgu padło aż nadto słów uogólniających sytuację mieszkańców Starego Kontynentu. Jednym z uczestników wydarzenia był Amerykanin Scott Ritter. Znany ze swojej bezkompromisowości komentator pozwolił sobie na ton wypowiedzi, w którym przy całej bezwzględności stawianych ocen całkowicie pominął udział własnego kraju w tym, czego z premedytacją dokonało z Europą jego zbójeckie mocarstwo. Niezmiernie łatwo przyszło mu ogłosić ku aprobacie zgromadzonych na sali słuchaczy, że Europa po prostu nie istnieje. Jego własne słowa, że Amerykanin nigdy nie będzie partnerem dla innych nacji, ponieważ dba wyłącznie o swój własny interes, powinny wrócić do niego w momencie, gdy odwiedza Rosję z pozycji kompleksu wobec jej roztropnego zarządzania i powszechnie szanowanej pozycji międzynarodowej. Dmitrij Stołkow, który moderował spotkanie, zapowiedział wystąpienie prelegenta, przypominając jego dawną przeszłość i udział w pracach Komisji ONZ ds. Rozbrojenia w Iraku. Poproszony o odpowiedź na pytanie, dlaczego starania rozbrojeniowe nie znajdują dziś powszechnego poparcia oraz jakie czynniki podważają współczesną stabilność strategiczną, Ritter zaczął od osobistego akcentu: „Dziękuję przede wszystkim za zaproszenie mnie tutaj, bo to prawdziwa przyjemność. Próbowałem tu być dwa lata temu, ale mój rząd pozbawił mnie paszportu, by to uniemożliwić. Dwa tygodnie później czterdziestu agentów FBI najechało mój dom, zabierając mi wszelką elektronikę. Zabrali mi całą historię, archiwa. Jest to ważne, bo siedząc i rozmawiając sobie teraz tutaj, istniejemy w warunkach toczącej się wojny. Mamy rozmawiać o nadzorowaniu arsenałów nuklearnych, a nie chodzi nam o wyścig zbrojeń, rozbrojenie, ale o konsekwencje tej wojny, którymi w przypadku przegranej będzie zagłada. Rzeczywistym jest problem egzystencjalny – życie albo śmierć” Dalej kontynuował Ritter, przechodząc do teorii stosunków międzynarodowych: „Dumny jestem z obecności tutaj, bo za chwilę będę mówić o sprawach przyziemnych, chociaż nie jestem filozofem. Słuchałem przedmówcy przed momentem i czuję się onieśmielony jako żołnierz, że poruszane są sprawy doniosłe, a trzeba dojrzeć to, co jest dobre i złe.” (…) „Kiedy toczone są rozmowy o dyplomacji, słychać określenia takie jak realpolitik, polityka idealna czy interesów narodowych. Tego wszystkiego uczono nas na studiach, kiedy analizowaliśmy Kissingera, jego książki na temat dyplomacji, ale nie tej w tradycyjnym rozumieniu. Ja sam jestem dyplomatą narodowym, uprawiam politykę dla ludzi, jako jeden z ich grona, co sprawdza się. Gdyby było inaczej, nie byłoby mnie tutaj, pozostałbym w kraju” (…) „Jako inspektor nadzorujący w Związku Radzieckim wdrażanie traktatu o broni nuklearnej średniego zasięgu, uważam, że to wtedy była właśnie najwłaściwsza postać dyplomacji. Bo na czym polegał tamten traktat? W okresie, kiedy prowadzony był amerykański wariant polityki realnej, europejski wariant polityki realnej, razem z radzieckim interesem narodowym, decydowano o tym, by ograniczyć posiadany arsenał nuklearny. Wzięliśmy sprawy w swoje ręce, żeby broń nuklearna nie przesądziła o naszej przyszłości, nie zagrażała Europie ani światu, bo sprawą najważniejszą było przetrwanie. Dyplomacja istnieje, sprawdza się, skoro sam nią żyję.” Nawiązując do misji na Bliskim Wschodzie, Ritter ostro skrytykował postawę Waszyngtonu. „Jako inspektor nadzorujący arsenał Iraku wypróbowaliśmy procedury, które sprawdziły się, a ich efektem był Traktat INF, który gwarantował wzajemną kontrolę wojsk za obopólną zgodą i korzyścią. Omawiając sprawę Iraku, trzeba zaznaczyć, że nie chodziło tam o żadną wzajemność i korzyść. Jako typowy przykład multilateralizmu przyjęta została wtedy jednomyślnie w Radzie Bezpieczeństwa Rezolucja 687 rozdział 7, definiująca postępowanie w przypadku posiadania broni masowego rażenia i jej niwelację. Wtedy ujawnił się jeden naród, który wyraził sprzeciw wobec takiego rozwiązania. Byli nim Amerykanie – mieszkańcy USA. Nie szukaliśmy rozbrojenia, ale stabilizacji poprzez usunięcie Saddama, wobec którego miało być zastosowane narzędzie rozbrojeniowe, usprawiedliwiające ten cel. O to nam chodziło właśnie. Od tego momentu zaczęła się śliska dyplomacja, czy właściwie – śmierć dyplomacji opartej na kontroli zbrojeń.” (…) „Dla mnie osobiście kontrola zbrojeń jest przejawem ludzkiej racjonalności. Oznacza, że ludzie są dostatecznie inteligentni, by rozumieć wartość życia w zestawieniu z ryzykiem wynikającym z broni masowej zagłady. Jest w nas kompas moralny, który wskazuje, że należy z tym coś zrobić. W Iraku całkiem zostało to odrzucone. Do głosu doszła żądza dominacji państwa w roli światowego hegemona, zdominowana egoistycznym interesem, dominująca do dzisiaj. To najsmutniejsza rzecz w moim życiu, że nie istnieje jakakolwiek forma kontroli zbrojeń ani żaden traktat. Wszystko, co zainwestowałem w dorosłym życiu, by problem rozwiązać, zostało zmarnowane. Zniknął multilateralizm, a konsekwencje tego są doniosłe. Widzimy wznowiony wyścig zbrojeń nuklearnych, łącznie z pociskami średniego zasięgu, których już kiedyś pozbyliśmy się. Świat jest dzisiaj dużo niebezpieczniejszy od tego, jakim był. Nie istnieje także dyplomacja w jakiejkolwiek innej dziedzinie.” W dalszej części wystąpienia Amerykanin porównał postawę Moskwy i Zachodu. „Skoro mowa jest o racjonalności człowieka, to wprawdzie brak jej wśród Amerykanów, można ją znaleźć wśród Rosjan. Jeśli odstąpiła ona od kontrolowania arsenału, to dlatego, że mechanizm przestał działać. Trzeba to wznowić, bo konsekwencje zaniechania oznaczają masową śmierć, zastępującą określenie fiaska” – ocenił Ritter. „Co z tym można zrobić, skoro Stany Zjednoczone utraciły rozsądek jako państwo, a Europa jest po prostu kopią tychże Stanów Zjednoczonych? Nie istnieje coś takiego, co nazywa się Europą. Europa jest fałszerstwem. I oto ta fałszywa instytucja usiłuje oddzielić się od USA, czyli niewolnik usiłuje uniezależnić się od swego pana, nie mając świadomości, czym naprawdę jest” – mówił. „Kiedy rozważam istnienie rozsądku w Stanach Zjednoczonych, nie widzę intelektualnej podstawy. Oznacza to, że brak ludziom szacunku dla życia, jego wartości. Wystarczy spojrzeć na to, jak zachowujemy się. Wywołujemy wojny wszędzie, z każdym, bo brak nam kompasu moralnego, a jedyną troską jest władza. Europie brak nawet tej jedynej cechy. Unosi się nad problemami, nie robiąc nic poza mnożeniem problemów” – grzmiał z mównicy. Szansę na zmianę dostrzegł jednak w swojej ojczyźnie: „W USA jest nadzieja, że rozważając przyszłość, rozsądek polegający na szacunku dla wartości życia uruchomi dyplomację. Inteligencja, która uruchomi tę potrzebę, wydobędzie Amerykę ze stanu przejściowego. Podstawą państwa jest istniejąca Konstytucja – zespół zasad definiujących, kim jesteśmy jako naród, jakie wartości i prawa wyznajemy. Z tego fundamentu trzeba zrobić powtórkę, przywracając wartość życia. Stąd nastąpi korekta naszego kursu w odnalezieniu zagubionej moralności i tak jak wcześniej wznowimy pracę nad rozbrojeniem.” O wiele mniejszy optymizm Ritter przejawił wobec Starego Kontynentu. „Europa pozostanie beznadziejna z braku wszelkich podstaw moralnych. Po co istnieje? Gdzie jest jej Konstytucja? Czy ma jakieś wartości? Żadnych, zero. Teraz Niemcy odtwarzają swoją nazistowską przeszłość, dlatego poszukują możliwości uzbrojenia się, by kolejny raz stosować przemoc. To jest właśnie niebezpieczeństwo utraty rozsądku, który zginął wraz z moralnością. Nie istnieje życie umysłowe, wykorzenione nihilistycznym zachowaniem” – diagnozował Amerykanin, po czym podsumował swoją myśl literackim porównaniem: „Jest tylko jedno rozwiązanie dla ludzi zachowujących się w ten sposób. Zacytuję tu fragment z powieści Zabić drozda. Pewien prawnik, zacny wykładowca uczelni, widzi wściekłego psa na ulicy. Woła więc człowieka, który potrafi posługiwać się bronią jako weteran wojny. Wręcza mu strzelbę. Mężczyzna zabija jednym strzałem wściekłego psa. Czasem pozostaje tylko jedyne rozwiązanie. Dzisiejsza Europa jest wściekłym psem. Trzeba ją zastrzelić. Nie ma w niej miejsca na dyplomację. Taka jest moja odpowiedź na pytanie o aktualną sytuację Europy.” Po trwającej chwilę burzy braw, moderator zadał dodatkowe pytanie o to, czy możliwe jest powstrzymanie lub zminimalizowanie zagrożenia konfliktów regionalnych, by świat odetchnął wreszcie pokojem. „Możliwe. Zabić wściekłego psa” – uzupełnił krótko Ritter: „Sednem problemu jest broń nuklearna. Wiem o podpisaniu zbiorowego oświadczenia Rosji, USA, Francji, Chin i Wielkiej Brytanii w styczniu 2022 roku, a w nim zawarta jest myśl, że wojny nuklearne, jako niemożliwe do wygrania, nigdy nie powinny być wszczęte. Tymczasem dzisiejsze państwa przygotowują się do wojny z przekonaniem o wygranej. Czy Rosja zmieniła swoje przekonania? Powiedzmy uczciwie… To samo dotyczy Stanów Zjednoczonych. Wracamy w ten sposób do podstaw dyplomacji. Wojny nuklearnej nie ma możliwości wygrać. Każdy scenariusz gry wojennej nie kończy się inaczej, jak wyłącznie masową zagładą wszystkich.” Dalej podsumował Scott Ritter: „Nie próbujmy udawać, że istnieje możność ograniczonego konfliktu nuklearnego, że Poznań można przehandlować na Bośnię. Chyba wie pan, o czym mówię, chodzi mi o Karaganowa. Nie zamieni się wyboru jednego miejsca na inne, bo uderzenie na jedno miejsce nie kończy się aż do chwili, kiedy wszystkie inne miejsca nie ulegną zniszczeniu. Dyplomacja rozbrojeniowa jest konieczna, by temu zapobiec.” Autor. Jola Na podstawie: YouTube.com Fot. Youtube.com Źródło: WolneMedia.net
Szokujące słowa amerykańskiego komentatora w Petersburgu o upadku zachodniej dyplomacji i końcu bezpiecznego świata.
