Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.

WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)

Wpłaty Krajowe- Nr. Konta:

39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta:

PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Kod SWIFT: POLUPLPR

Tytułem: Darowizna na cele statutowe


Chiny, Słowianie i Zachód: rezygnacja z porządku wspólnotowego, a następnie demontaż, oczywiście wszystko za pieniądze.

0
Postać Xi Jinping wpisuje się w tę logikę w sposób niemal modelowy. Z perspektywy zachodniej widzi się tu autorytaryzm i kult jednostki. Z perspektywy porządku całości widać coś innego: konieczność centrum, które skupia odpowiedzialność i symbolicznie bierze na siebie ciężar całości. Tam, gdzie centrum słabnie, pojawia się chaos – a chaos, w chińskiej pamięci historycznej, jest synonimem głodu, wojny i upokorzenia.

Gdy na Zachodzie pada pytanie, czy Chiny są jeszcze komunistyczne, czy już tylko nową wersją dawnego cesarstwa, brzmi ono racjonalnie tylko do momentu, gdy zdamy sobie sprawę, że dotyczy powierzchni, a nie fundamentu. To pytanie nie sięga bowiem do tego, co naprawdę decyduje o trwałości cywilizacji. Nie ideologia, nie ustrój i nie symbole są tu kluczowe, lecz porządek całości – relacja między jednostką, wspólnotą, władzą i sensem istnienia.

Zachodnia opowieść o sobie samej mówi dziś, że sens świata rodzi się oddolnie: z jednostki, jej pragnień, wyborów i ekspresji. Państwo ma być dodatkiem, władza – podejrzanym złem koniecznym, a wspólnota – kontraktem, który można wypowiedzieć. Problem polega na tym, że nie jest to naturalny „wybór Zachodu”. To efekt zerwania ciągłości, a nie jej rozwoju.

Europa – w tym świat słowiański – również znała porządek, w którym całość była pierwotna wobec jednostki, a jednostka była w niej zakorzeniona. Wspólnota nie była kontraktem ani ideologicznym projektem, lecz naturalnym środowiskiem istnienia. Sens życia nie powstawał w oderwaniu od innych, lecz wyrastał z relacji: rodu, ziemi, obyczaju i pamięci. Jednostka i wspólnota nie stały przeciw sobie – były dla siebie wzajemnym oparciem.

Ten porządek w Europie nie ewoluował ani nie zanikł sam z siebie. Został rozmontowany i stopniowo sprzedany przez elity, które w zamian uzyskały władzę symboliczną, instytucjonalną i materialną. Najpierw uczyniło to instytucjonalne chrześcijaństwo, rozbijając lokalne wspólnoty na rzecz uniwersalnej hierarchii; później jego świeckie odrosty, które w imię „wyzwolenia jednostki” dokończyły transakcji. Zachód nie zrezygnował z porządku wspólnotowego – on go spieniężył.

W Chinach ten proces nie nastąpił. Zmieniały się dynastie, doktryny, symbole i języki władzy, lecz rdzeń pozostał nienaruszony. Państwo nie było kontraktem ani narzędziem, lecz warunkiem istnienia ładu. Władza nie była problemem moralnym, lecz funkcją porządkującą rzeczywistość. Jednostka nie istniała „przeciw systemowi”, lecz w nim – jako część większej całości, która nadawała sens jej życiu.

Dlatego Komunistyczna Partia Chin nie jest partią w zachodnim znaczeniu tego słowa. Nie reprezentuje interesów i nie negocjuje porządku. Pełni rolę instytucji strażniczej – struktury, której zadaniem jest utrzymanie spójności całości, selekcja elit i korekta wszystkiego, co zagraża równowadze. Jej legitymizacja nie wynika z procedury, lecz z efektu: czy porządek działa.

Postać Xi Jinping wpisuje się w tę logikę w sposób niemal modelowy. Z perspektywy zachodniej widzi się tu autorytaryzm i kult jednostki. Z perspektywy porządku całości widać coś innego: konieczność centrum, które skupia odpowiedzialność i symbolicznie bierze na siebie ciężar całości. Tam, gdzie centrum słabnie, pojawia się chaos – a chaos, w chińskiej pamięci historycznej, jest synonimem głodu, wojny i upokorzenia.

Zachód tymczasem wszedł w fazę odwrotną. Władza została oddzielona od sensu, sens od wspólnoty, a wspólnota od historii. Przeszłość przestała być zasobem znaczeń, a stała się obciążeniem moralnym. Ideologie – zamiast być narzędziami – zajęły miejsce sensu, walcząc ze sobą w próżni po utraconej całości. Nie był to proces spontaniczny, lecz skutek decyzji elit, które wolały zarządzać rozproszonymi jednostkami niż odpowiadać za całość, sprzedając sens wspólnoty w zamian za kontrolę nad fragmentami.

Na tym tle często źle interpretuje się chińską „westernizację”. Konsumpcja, popkultura i nowoczesny styl życia nie rozbijają tam porządku, ponieważ nie dotykają jego fundamentu. Dobrobyt nie delegitymizuje władzy – on ją potwierdza. Jednostkowy sukces nie staje się pretekstem do kwestionowania całości, lecz dowodem, że całość spełnia swoją funkcję. To zasadnicza różnica wobec Zachodu, gdzie konsumpcja stała się substytutem sensu, a indywidualna ekspresja – jedyną formą legitymizacji istnienia.

Dlatego Chiny potrafią wchłaniać nowoczesność, nie tracąc siebie, podczas gdy Zachód coraz częściej nie potrafi już powiedzieć, czym jest jako całość. A świat słowiański – pozbawiony własnego porządku wspólnotowego, lecz wciąż pamiętający go intuicyjnie – znajduje się dziś w szczególnym położeniu: między cywilizacją, która zachowała swój fundament, a cywilizacją, która ten fundament sprzedała. Chiny pokazują, jak wygląda porządek, który przetrwał; Słowianie przypominają porządek, który Zachód sprzedał- a rozpad Zachodu jest ceną tej transakcji.


Autor. Zbigniew Jacniacki

Ilustracja: ChatGPT (CC0)

Fot. Pixabay.com / dMz

Źródło: WolneMedia.net


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *