Drodzy stali Czytelnicy a także Goście naszego portalu, nasz projekt funkcjonuje przede wszystkim dzięki Waszemu wsparciu i zaufaniu.

WSPARCIE FINANSOWE (DAROWIZNA)

Wpłaty Krajowe- Nr. Konta:

39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Wpłaty Zagraniczne- Nr. Konta:

PL39 8811 0006 1002 0205 2764 0250

Kod SWIFT: POLUPLPR

Tytułem: Darowizna na cele statutowe


Garstka samozwańczych decydentów w sterylnych laboratoriach decyduje o losach i biologicznym przetrwaniu całej ludzkości.

0
W 2015 roku armia przyznała się do „przypadkowego” rozesłania żywych próbek wąglika do bazy w Korei Południowej oraz kilku laboratoriów w USA. Próbki, które miały być nieaktywne, zawierały żywe bakterie. Dochodzenie wykazało poważne uchybienia w procesie neutralizacji patogenów przed ich transportem.

Decyzja urzędników federalnych USA o zakończeniu moratorium na finansowanie badań nad zwiększaniem śmiertelności wirusów wywołała poruszenie w opinii publicznej. Pod oficjalnym płaszczykiem postępu naukowego kryje się zgoda na manipulację groźnymi patogenami. Choć deklarowano rezygnację z przekształcania tych mikroorganizmów w narzędzia masowej zagłady, powrót do eksperymentów budzi niepokój o intencje decydentów. Moratorium tymczasowo zamroziło projekty, których celem było modyfikowanie wirusa grypy, MERS oraz SARS.

Oficjalnym uzasadnieniem dla prowadzenia takich eksperymentów jest chęć zrozumienia mechanizmów mutacji patogenów. Część środowiska naukowego argumentuje, że analiza sposobu, w jaki wirusy przeskakują między gatunkami, pozwala projektować szczepionki. Zwolennicy tej teorii wierzą, że badanie patogenów w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych to droga do zapobiegania naturalnym pandemiom. Taka argumentacja spotyka się jednak z krytyką ze strony badaczy, którzy widzą w tym wysokie ryzyko biohazardu.

Inne motywacje przypisuje się projektom realizowanym na zlecenie sektora obronnego. W analizach geopolitycznych pojawiają się spekulacje, że obrona przed bronią biologiczną może wiązać się z jej potajemnym rozwojem. Istnieje ryzyko, że presja strategiczna doprowadzi do stworzenia patogenu o wysokiej zjadliwości, którego wymknięcie się z laboratorium byłoby katastrofalne. W niektórych kręgach uważa się wręcz, że badanie chorób jest elementem szerszych strategii wpływających na populację.

Analizy dotyczące celowego stymulowania populacji za pomocą chorób znajdują odniesienia w historii operacji wojskowych. Według niektórych teorii, kompleks wojskowo – industrialny może traktować badania epidemiologiczne jako narzędzie sprawdzania systemów kontroli społecznej. Kryzys zdrowotny bywa analizowany jako okazja do wprowadzania restrykcji i generowania zysków przez podmioty farmaceutyczne. Formacje wojskowe, dysponując zaawansowanymi modelami, mogą wykorzystywać te sytuacje do realizacji utajnionych celów.

Choć Stany Zjednoczone oficjalnie podpisały konwencje zakazujące broni biologicznej, definicje prawne bywają niejednoznaczne. Pod terminem badań nad „uzyskaniem funkcji” (Gain-of-Function) kryje się modyfikowanie genetyczne wirusów w celu zwiększenia ich transmisyjności. W praktyce oznacza to, że choroba przenoszona przez kontakt może w laboratorium zyskać zdolność zarażania drogą kropelkową. Transformacja patogenów w formy aerodynamiczne sprawia, że stają się one znacznie trudniejsze do opanowania.

Niepokojącym aspektem inżynierii genetycznej jest zacieranie się barier międzygatunkowych. Naukowcy modyfikują strukturę białek, aby wirusy dotychczas groźne tylko dla zwierząt mogły atakować ludzkie komórki. Tego typu transformacje rodzą pytania o granice bezpieczeństwa i odpowiedzialność nauki. Tworzenie patogenów zdolnych do wywołania globalnego paraliżu jest tematem trudnym do jednoznacznego usprawiedliwienia dążeniem do czystej wiedzy.

Kwestia bezpieczeństwa laboratoriów o najwyższym stopniu izolacji (BSL-4) pozostaje punktem debaty publicznej. Nawet przy zastosowaniu nowoczesnych systemów filtracji, czynnik ludzki zawsze pozostaje elementem ryzyka. Historia pokazała, że patogeny badane w szlachetnych intencjach mogą ulec „przypadkowemu” uwolnieniu. Wizja ucieczki wirusa staje się realna w kontekście odtajnionych dokumentów z ubiegłego wieku.

W latach 1950–1973 prowadzono programy, w ramach których testowano agentów biologicznych. Około dwa tysiące osób, które odmówiły służby wojskowej ze względów sumienia, uczestniczyło w tych eksperymentach. Ochotnicy byli narażani na kontakt z takimi chorobami jak gorączka Q czy tularemia. Choć oficjalne raporty minimalizowały straty, długofalowe skutki zdrowotne dla uczestników tych działań pozostają przedmiotem dyskusji historycznych.

Informacje o takich praktykach przypominają o operacjach przeprowadzanych w pobliżu obszarów cywilnych. W 1950 roku marynarka wojenna testowała rozpylanie mgły bakteryjnej u wybrzeży San Francisco. W operacji „Sea-Spray” użyto bakterii Serratia marcescens oraz Bacillus globigii. Celem było sprawdzenie, jak sztuczna chmura rozprzestrzenia się w warunkach miejskich.

Głównym założeniem operacji „Sea-Spray” było zbadanie skuteczności hipotetycznego ataku biologicznego z morza. Wyniki pokazały, że bakterie potrafią skazić duże obszary w krótkim czasie. „Sukces” tego testu doprowadził do kolejnych prób. W ciągu następnych dwóch dekad przeprowadzono liczne tajne testy nad obszarami zaludnionymi, co budzi dzisiaj ogromne kontrowersje etyczne.

Narracja o bezbłędnym bezpieczeństwie placówek badawczych została podważona w 2014 roku przez serię „incydentów”. W Centrach Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) doszło do „przypadkowego” narażenia pracowników na kontakt z wąglikiem. Procedury zawiodły, pokazując, że nawet zaawansowane laboratoria nie są wolne od błędów. Wydarzenie to wymusiło czasowe wstrzymanie części projektów badawczych.

Również w 2014 roku federalna placówka popełniła błąd logistyczny. Do laboratorium, które oczekiwało łagodnego szczepu grypy, „omyłkowo” wysłano próbki śmiertelnego wirusa H5N1. Dzięki czujności personelu uniknięto zagrożenia. Incydent ten pokazał, że niebezpieczne materiały mogą zostać niewłaściwie skierowane z powodu „błędów” administracyjnych.

Bałagan w magazynach biologicznych potwierdziło odkrycie w Narodowych Instytutach Zdrowia (NIH). W zapomnianej zamrażarce znaleziono fiolki z żywym wirusem ospy prawdziwej, pozostawione tam przez kilka dekad. Fakt, że tak groźny patogen został po prostu „przeoczony”, wywołał zdumienie w środowisku naukowym i podniósł kwestię rzetelności inwentaryzacji materiałów niebezpiecznych.

W 2015 roku armia przyznała się do „przypadkowego” rozesłania żywych próbek wąglika do bazy w Korei Południowej oraz kilku laboratoriów w USA. Próbki, które miały być nieaktywne, zawierały żywe bakterie. Dochodzenie wykazało poważne uchybienia w procesie neutralizacji patogenów przed ich transportem.

Śledztwo ujawniło, że problem z dystrybucją wąglika trwał dłużej. Nieprawidłowo przygotowane próbki trafiły między innymi do Australii już w 2008 roku. Przez lata nieświadomie pracowano na aktywnym materiale biologicznym. Te powtarzające się zdarzenia uświadomiły opinii publicznej, że systemy nadzoru nad materiałami biologicznymi wymagają gruntownych reform.

Kontrowersje budzi również borelioza. Niektórzy badacze sugerują, że patogen ten mógł być przedmiotem badań w ośrodku na wyspie Plum (Plum Island). Oficjalnie Centrum Chorób Zwierząt zajmowało się tam weterynarią, jednak lokalizacja wyspy blisko gęsto zaludnionych obszarów Nowego Jorku budzi wiele pytań o charakter prowadzonych tam prac.

Statystyki medyczne wskazują na dużą koncentrację przypadków boreliozy w stanach sąsiadujących z wyspą Plum. Ta anomalia geograficzna jest często przywoływana jako argument w dyskusji o pochodzeniu epidemii. Krytycy oficjalnych wersji wskazują na niezwykły zbieg okoliczności między lokalizacją laboratorium a ogniskiem zachorowań.

Historia wyspy Plum wiąże się także z okresem powojennym i operacją „PaperClip”. W jej ramach do USA sprowadzano naukowców z Niemiec, oferując im możliwość pracy w amerykańskich projektach. Wielu z nich posiadało wiedzę na temat toksyn i patogenów, którą zdobywali w warunkach wojennych. Ich „doświadczenie” zostało wykorzystane w rozwijaniu narodowych programów badawczych.

Postacią często wymienianą w tym kontekście jest Erich Traub, który zajmował się wirusologią. Po wojnie był konsultantem przy projektowaniu laboratoriów, w tym tych na wyspie Plum. Jego wiedza na temat rozprzestrzeniania chorób mogła wpłynąć na kierunek prowadzonych tam badań. Zbieżność faktów historycznych i współczesne „błędy” proceduralne tworzą obraz pełen niepewności. Powrót do finansowania badań nad zwiększaniem zjadliwości wirusów stawia pytanie o balans między postępem a bezpieczeństwem. Historia uczy, że ambicje naukowe bez rygorystycznej kontroli mogą prowadzić do nieprzewidzianych konsekwencji dla ogółu społeczeństwa.

To absolutnie zatrważające i niedopuszczalne, że garstka samozwańczych decydentów oraz naukowców, bez jakiejkolwiek demokratycznej kontroli czy społecznego mandatu, rości sobie prawo do igrania z losem całego świata. Decyzja o zniesieniu moratorium to przejaw skrajnej pychy i moralnego bankructwa elit, które w zaciszach sterylnych laboratoriów modyfikują patogeny zdolne w mgnieniu oka zmieść całą ludzkość z powierzchni Ziemi. Pozwalanie wąskiej grupie ludzi na manipulowanie biologiczną bronią masowej zagłady pod pretekstem „postępu” to igranie z ogniem, które stawia globalne bezpieczeństwo i przetrwanie naszego gatunku na ostrzu noża.


Autor. UNreal

Fot. Pixabay.com / CANVA

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *